Widok z okna. 1899 – 2014

Kupiłem tę pocztówkę koło kościoła franciszkanów w Brnie. Mały antykwariat, ciągnący się jak przeszłość Czech i Polski razem wziętych (takie reminiscencje planów federacyjnych z okresu II wojny światowej), był wypełniony średniej jakości antykami i innymi ‚starymi’ przedmiotami. Ich wiek czynił z każdego klienta młodzieńca i urodziwą, młodą dziewoję… Zagłębiając się w otchłań sklepu mijałem coś, co miało a to lat 100, a to 150. Łatwość przemijania ujęta w cennik ekonoma…

Wszedłem do tego sklepu uciekając przed upałem i z zamiarem kupienia czegoś z Górnego Śląska. Taki nawyk, słabość? Szybko okazało się, że w tym miejscu, zarówno porządek przed- jak i pojałtański nie ma żadnego znaczenia. Pocztówki i zdjęcia z polskiego Śląska dziwnym trafem zdarzały się z pudełku z widokami z czeskiego Śląska. Niemieckie albumy pełne były górnośląskich miejscowości. Polska i polski Śląsk wyglądał przy nich rachitycznie. Szybko porzuciłem poszukiwanie widoków rodzimych stron na rzecz pejzaży dawnej, nieznanej mi Opawy.

Troppau… Gruss as Troppau… Przebiegałem w myślach  uliczki Troppau, odnajdując to, co znajome i zachowane we współczesnej Opawie. I nagle olśnienie. Zobaczyłem ten widok ogrodów Cesarza Franciszka Józefa i zadrżałem jedynie, czy będzie mnie na nią stać.  „Moja” pocztówka  chyba od razu wiedziała, że to kres jej wegetacji w tym miejscu.  Skala mojej determinacji była duża i wkrótce, po beznamiętnych negocjacjach („po co temu Polakowi ta pocztówka?”- zastanawiał się zapewne antykwariusz), za niecałe 50 zł (około 300 koron), widok z mojego okna (gdy z niego jeszcze nie patrzyłem na poranną Opawę/Troppau) był mój! Taka tania i bezpieczna podróż do przeszłości… Polecam.

Na mojej pocztówce widać więc ptasie wzgórze, a na nim, zadaszone letnie podium przeznaczone na niedzielne koncerty (koncerty promenadowe, jak by powiedzieli współcześni). Budowla zachowała się do dzisiaj, w przeciwieństwie do zburzonego pomnika Schillera. W końcu może i był romantykiem, ale jednak niemieckim, uznali Czesi w 1948 roku (we współczesnej Polsce, ten rodzaj myślenia nadal niektórych nie opuszcza).  Schillera zastąpiła więc (w 1958 roku) dość toporna w treści, socrealistyczna w formie parkowa fontanna. Ogrody Wolności, bo tak dzisiaj się nazywają dawne planty wokół starego miasta, obrosły od tego czasu drzewami i historię złamanych w tym miejscu serc i zadzierzgniętych przyjaźni.  W dawnej muszli koncertowej przesiadują do południa matki z dziećmi. Potem ich miejsce zajmują nastoletni kochankowie, szukający na przestrzeniach ławek miejsca, by być już dość blisko, nie zdradzając się przed światem. Pite wino i piwo towarzyszy wieczornym i nocnym biesiadnikom. Zasypiając słyszę, jak i ich zmęczył dzień.

Dwa widoki, jedno miejsce. Rok 1899 i 2014.

115 lat oddalone od siebie kliknięciem na klawiaturze komputera.

Widok z okna. Rok 1899

Widok, niemal z okna. Rok 2014

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *