Zmierzch szlachty śląskiej

Dzień nieco senny, pada. Właściwie padało jeszcze przed chwilą. Miejski teatr w Goerlitz wypełnia gęstniejący tłum. Kilka znajomych postaci. Widzę z oddali Nikolausa Grafa von Ballestrem. Pamiętam, jak jego pierwsze wizyty w Gliwicach (w Willi Caro, w Pławniowicach) elektryzowały miejscowe środowiska. Była to, z jednej strony, postawa zaciekawienia, z drugiej, pewnego niepokoju, co z tych wizyt może wynikać (z pewnością taki rodzaj emocji nie opuszczał kustoszy gliwickiego muzeum, gdzie znakomita część obiektów znajdujących się na wystawie stałej pochodzi ze zbiorów pławniowickich, poczynając od słynnej kolekcji herbacianych czajniczków). Tymczasem były to przede wszystkim swoiste podróże sentymentalne, wyprawy do źródeł, które niestrudzony Nikolaus Ballestrem organizował dla rozgałęzionej i rozproszonej po całym świecie rodziny. Były tam i osoby z Niemiec, ale też z Francji, Argentyny, USA. Z onieśmieleniem wypełniali salą bankietową Willi Caro i sycili się wspomnieniami z przeszłości. Wdzięczni, ze pamięć i tych kilkadziesiąt przedmiotów ocalało.

Podobny im tłum wypełnił foyer teatru w Goerlitz. Von Richthofenowie, von Donnersmarckowie, von Eichhornowie… Tłum nazwisk i postaci reprezentujących przemijającą historię arystokracji i szlachty na (Górnym) Śląsku. Zgromadziła ich wystawa zorganizowana w Goerlitz, Legnicy i we Wrocławiu poświęcona historii szlachty właśnie na Śląsku (i na Górnych Łużycach). Podczas spotkania otwierającego wystawę zadziwiająco dużo mówiono o historii, dużo mniej o tym, kim są dzisiaj i co wnoszą do życia społeczności, które przyjęły ich po zawierusze 1945 roku. Odchodzą? Są zjawiskiem bardziej historycznym, niż przynależą do współczesności? Może dlatego.

Wydarzeniem, które z pewnością zasługuje na wspomnienie tutaj jest bardzo ciekawy film dwóch autorów, wywodzących się z Górnego Śląska i od blisko 30 lat mieszkających w Niemczech: Andrzeja Klamta i Ronalda Urbanczyka „Gloria & Exodus. Geschichte des Schlesischen Adels”. Film jest nieco ponad godzinną opowieścią o historii śląskiej szlachty i interesującym dokumentem, w którym wypowiadają się ci, którzy jeszcze żyją lub – przynależąc do kolejnego (często ostatniego) pokolenia – postanowili dać rodzaj świadectwa (subiektywnego to jasne) o przeszłości własnych rodów.

Film ma trafić do dystrybucji w Polsce (czeka na polskie napisy dialogowe) i mam nadzieję, że tak się stanie. Jest tego wart. To jeden z powodów, dla których nie będę o nim tutaj opowiadać, ani go dogłębnie recenzować. To raczej garść wrażeń i kilka niemal cytatów, które z całości dokumentu zapadły w mojej pamięci po jego obejrzeniu w sali Muzeum Śląskiego w Goerlitz.

Film – i to jego istotna zaleta – opowiada o faktach, których już w inny sposób nie poznamy, bo mówią o nich ci, po których nie będzie już nikogo, kto będzie mógł te historie wiarygodnie powtórzyć.

Dokument przynosi takich opowieści bardzo wiele. Między mówi opowiada o tym, jak innym z perspektywy dziecka, a nawet dorastającego nastolatka, był rok 1945 (wspomina o tym Gregor Henkel von Donnersmarck), kiedy dotąd nieosiągalni i emocjonalnie oddaleni rodzice (zastępowani w swoich obowiązkach przez nianie i inne osoby), nawiązywali bardzo bliskie relacje ze swoimi dziećmi. Te, jak się okazuje po latach, między innymi z tego powodu, zupełnie inaczej przyjmowały to, co było końcem ich dziecięcego świata na Śląsku, ich rajem utraconym…

Co oczywiste i nie może dziwić, film przypomina, że arystokracja śląska nie była jednorodna, że granice podziałów przebiegały wzdłuż linii przynależności do kościołów ewangelickiego (Dolny Śląsk) i katolickiego (Górny Śląsk), definiowane były przez stosunek do państwa pruskiego, a losy niektórych rodów na zawsze zdeterminowane były stopniem ich skoligacenia z innymi rodzinami arystokratycznymi w Europie.  W tym ostatnim przypadku tragiczna historia rodu von Hochberg, o której wspomina Bolko Książe von Pless, Graf von Hochberg, oznaczało w istocie upadek i niemal całkowite wymarcie rodziny.  Przy okazji czy wiecie, kto ze szlachty przybywając do Wrocławia (Breslau) zamieszkiwał w hotelu „Monopol” (tej samej sieci, której bardziej prymitywna wersja wzniesiona została w Katowicach), a kto w hotelu „Savoy”? No właśnie. Bez obejrzenia filmu nie będziecie tego wiedzieć…, a podpowiem, że wprost dotyczy to owych podziałów właśnie.

W filmie padają też ważne słowa. Będę łaskawie przyjęte w Polsce. Wrócę tutaj do Gregora Henkel von Donnersmarck. Przyjaciel Jana Pawła II i Benedykta XVI odważnie mówi o jednoznacznej winie samych Niemców za utracenie swoich małych ojczyzn na (Górnym) Śląsku. Bo milczeli, bo byli częścią społeczeństwa, które popełniło określone czyny (zaniechania także) i w konsekwencji samo stało się ofiarami rozpętanego i zaakceptowanego (nawet, jeśli milcząco) zła nazizmu.

Film nie oskarża, gdy pokazuje zrujnowane pałace Tiele-Winklerów, nieistniejące siedziby Donnersmarcków… W jakimś sensie pogodzeni są – i główni bohaterowie i opowiadający nam tę historię autorzy filmu – z faktem postępującego zacierania się obecności szlachty śląskiej w historii i współczesnym życiu Śląska. Zacierania pamięci lub jej mitologizowania; równie szkodliwego.

Historia arystokracji daje asumpt do pokazania trudnej, zawężonej i w jakimś sensie więcej niż tradycyjnej roli kobiet w tym środowisku. Wywołuje wręcz, w moim przypadku, rodzaj aroganckiego przekonania, że to, co chciały i co mogły robić, nie było tym, o czym marzyły lub do czego mogły po ludzku tęsknić i aspirować.

W istocie pozbawione były bliskich relacji z własnymi dziećmi, którymi nie mogły zajmować się na co dzień, realizowały bardziej aspiracje mężów i rodów, niż własne.  Często odnajdowały sens swego życia społecznego wyłącznie w działalności charytatywnej, jako jedynej akceptowanej przez otoczenie (przy tej okazji przypomniana zostaje wspaniała postać matki Ewy z Miechowic, w istocie Evy von Tiele –Winckler). Arystokratki śląskie; taka nienapisana her-story, o której tylko pośrednio dowiadujemy się z tego filmu.

Wiele interesujących wątków w tym filmie, ale też sprawy nieco przemilczane. W istocie dość enigmatycznie mówi się w o udziale szlachty w wysiłku zbrojnym III Rzeszy. Teza o tym, iż  „było to konieczne i niechętnie przyjmowane”, przegrywa  i staje się więcej niż wątpliwa, gdy zestawić ją z losami rodziny von Moltke i historią Krzyżowej.

Zdecydowanie zabrakło mi potencjalnie fascynującego fragmentu o kulturotwórczej roli arystokracji na Śląsku, o mecenasie artystycznym, o siedzibach, kolekcjach sztuki…

Jak powiedziałem wcześniej bardzo dobrze, że ten film powstał. Paradoksalnie, o czym wiedzą sami jego bohaterowie, historia szlachty śląskiej jest dzisiaj bodaj ważniejsza dla tych, którzy przyszli na Śląsk, niż dla tych, którzy z niego odeszli. Odejście najczęściej oznaczało niepogodzenie się ze stratą i zapomnienie. Szlachta śląska doświadcza własnego końca w Niemczech. Jest tematem nieistotnym. Przedmiotem zainteresowania bardzo wąskiej grupy osób (stąd m.in. trudności ze sfinansowaniem produkcji filmu).  Zasiedlenie Śląska (Dolnego) wywołuje u „nowych Śląskich” potrzebę jego odkrywania. Dla mieszkańców Górnego Śląska to, po latach zakłamywania historii, konieczność i potrzeba zmierzenia się z (po części) własną historią rodzinną. Także po to, by odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile historia ta jest ważna dla tożsamości współczesnego mieszkańca Górnego Śląska, dla Ślązaka. Mieszkał obok siedzib szlachty, pracował dla niej, w ich pałacach, fabrykach, przędzalniach.

Film powinni, na co nie liczę, obejrzeć także wojujący adwokaci sprawy polskiej na Górnym Śląsku; wojujący głupio i nacjonalistycznie. Może, w co nie wierzę, nauczą się, że mówienie o historii odpowiedzialnie i uczciwie jest szansą, by ktoś chciał jej wysłuchać i budować: przebaczenie, zrozumienie i wzajemny szacunek.

Bolko Szczęśliwe powroty. Von Kuester w Łomnicy / Lomnitz Gregor

Pani na Pałacu Morawa (Dolny Śląsk) Guidotto (von Henckel. Fuerst von Donnersmarck) Nikolaus

Ślązacy. Niania von Donnersmarcków

Dzieciństwo. Klatka z dokumentu. Obrazy, jak ze snu. Świerklaniec (Neudeck) Ogrody nieistniejące. Świerklaniec przed 1945 r. Obrazy zagubione. Neudeck/ Świerklaniec

Mity i piękne postaci. Matka Ewa (Eva von Tiele -Winkler) w środku zdjęcia.

Pokaz filmu w Goerlitz. Na sali wielu z bohaterów dokumentu... Autorzy filmu. Pokaz w Goerlitz Andrzej Klamt. Jeden z autorów filmu. Pokaz w Muzeum Śląskim w Goerlitz

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *