EA (Element Antysocjalistyczny). Wciąż

Rozpoczynają się obchody 35-lecia zakończenia strajków w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu (media jak zwykle mniej o Śląsku) oraz  podpisania porozumień, na bazie których do 13 grudnia 1981 roku Polska Ludowa cieszyła się niespotykaną w całym obozie wirtualnego socjalizmu realną swobodą i namiastką prawa do samostanowienia.

Myślę o tym czasie zarówno z perspektywy 13-latka, którym wówczas byłem, jak i tego co oglądam dzisiaj.

W tamtym czasie oznaczało to autentyczne uwolnienie energii społecznej, ludzkiej, sąsiedzkiej i nieprzebranych pokładów nadziei. Jasne, że tłumionej. Deptanej przez nagłe i drastyczne odcięcie od podstawowych produktów i pchnięcie części społeczeństwa (głównie kobiet, cichych bohaterek takich przewrotów i ich małoletnich dzieci) do kolejek, by wystawać w upokarzających kolejkach po 10. jajek na osobę, kostkę masła (lub jakiś jego posolony kawałek z mitycznego Zachodu).

Bo grunt, by zniechęcić, poszczuć na siebie (niektórym metody te pozostały do dzisiaj) i odwrócić uwagę od spraw najważniejszych. Pchnąć w spiralę narzekań i pretensji własnych, że to oni (czyli my?), ci z Solidarności są wszystkiemu winni. To oni topią w chaosie nasze ukochane, bo socjalistyczne (?!) państwo. Ustrój, którego wszyscy mieli dosyć i mgliste wyobrażenie, że mogłoby być lepiej (ale nie będzie).

Zdecydowanie był to czas, kiedy wielu z nas – w istocie miliony – uświadomiło sobie jakiego kraju na pewno nie chcą. I że tym państwem jest satelita spod parasola ZSRR, czy konstytucji PRL deklarującej lojalność wobec Sowietów i odcięcia od świata. Kraju zakłamania, dziennikarstwa propagandy sukcesu w rządowej telewizji i pustek w sklepach. Kartek na cukier i zadęcia jaką to nie jesteśmy potęgą w tym czy owym (np. w rabunkowej eksploatacji węgla kamiennego). Gest Kozakiewicza był gestem, jaki poszedł z moskiewskich Łużnik po całej Polsce.

Namiastką wolności były otwierane tu i ówdzie (i stojące do nich tasiemcowe kolejki) wystawy prezentujące odkłamywaną (i wciąż poruszające się po powierzchni tych zdarzeń) historię PRL-u. Wydarzeń 1956 roku, 1968 czy 1970, świeżo tkwiących w zbiorowej pamięci. Tu i ówdzie pojawiała się dyskusja na temat zbrodni katyńskiej. Elementarne kroki ku normalności. I Zjazd Solidarności nie może być inaczej postrzegany niż namiastka  wolnego parlamentu. Związek liczył w tym czasie 10 milionów członków i był wyrazicielem głosu znaczącej części narodu. Stąd posłanie do narodów Europy Środkowej i Wschodniej, które wywoływało białą gorączkę reżimów w sąsiednich krajach (Sowietów nie licząc). Dlatego po raz pierwszy nie było to wydarzenie transmitowane przez TVP, bo  nikt nie chciał chłamu jaki oferowała w formie produktu informacyjno-podobnego. Nie wpuszczono jej na sale, by tej wolności i pragnień nie sponiewierała głosami pani lub pana, narzekającego, że dziecka nie ma czym karmić, bo mleka nie ma w sklepie.

Teoretycy modernizacji i zmiany systemów politycznych wiedzieli już wtedy, patrząc na sytuacje w Polsce, że to co później nazwano karnawałem Solidarności nie mogło się udać. Ruch Solidarności tym różnił się od tego który zasiadł w Magdalence i przy okrągłym stole, że nie chciał negocjować warunków utraty przez PZPR-owskie (taka partia) elity i aparat bezpieczeństwa utraty władzy. Był piękny w swojej bezkompromisowości.

Przejmowanie władzy było w swoim założeniu bezwarunkowe, skrywało się co prawda za hasłami uczłowieczenia systemu (jak to byłoby możliwe, skoro system z definicji był do d…?), ale nie dawało władzom złudzeń, że zachowałyby monopol rządzenia. Miały go utracić, a tego za wszelką cenę nie chciały.

Rok 1980 był pięknym rokiem.

31 sierpnia był wyjątkowym dniem. Szczególnie gdy widzisz człowieka, który podnosi głowę wysoko i zaczyna wierzyć w siebie, nie ma piękniejszego obrazu człowieczeństwa. Socjalizm z „ludzką twarzą” nie mógł tego znieść. I gnębił, raz po raz. Dogadywał się ponad głowami, aż doprowadził do 13 grudnia 1981 roku i zafundował nam straconą dekadę lat osiemdziesiątych. Syf, beznadzieję, emigrujących obywateli za chlebem (pamiętajmy o tym dzisiaj złorzecząc na emigrantów ekonomicznych) i życia w ustroju szczęśliwości dla garstki miernot i tęsknoty za normalnością żywioną przez resztę, która dla tamtej władzy nie miała większego znaczenia.

Wciąż EA.

Zawieszka popularna wśród młodzieży w 1981

Znaczek Solidarności (z 1980 r.)

 Prasa związkowa informująca o zakończeniu I Zjazdu Solidarności w Gdańsku-Oliwie (zbiory własne) Dziennik Związkowy, Pismo codzienne Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, nr 23 z 29 IX 1981 m.in. doniesienia z I zjazdu Solidarności w Gdańsku-Oliwie)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *