Osada złych psów. Droga do Négremont. Opowieści z doliny rzeki Tarn. (2)

Opuszczam La Barazié. Celem podróży jest licząca kilkanaście domostw osada Négremont, kiedyś licząca blisko 200 mieszkańców, gmina i parafia równocześnie.   Po drodze lasy fantastycznej urody. Przystajemy na moment. To co widzę, wygląda  jak puszcza  na księżycowej Pandorze (w filmowym „Avatarze”), a może swoim nastrojem bliższa jest obrazom z goethowskiej ballady „Król olch”?  Wcześniej oglądane kwiaty passiflory błękitnej, które oplatają zabudowania Yves i Irene […]

Baron na ośle. Opowieści z doliny rzeki Tarn (1)

Trudny początek. Spływ, którego nie było Tarn jest królową  tutejszych rzek, królową Garonny. Jak każda rzeka, która korzysta z dopływów strumieni i rzek górskich, potrafi narobić kłopotów. Wystarczy, że popada. Gdy deszczu jak na lekarstwo, a tak jest w tym roku i panuje dotkliwa susza, jej wody drastycznie opadają. Taką ją zobaczyłem w pobliskim, ceglano-jajpurskim Albi, gdzie zwykle szeroko rozlewa swoje wody. Teraz po kilku tygodniach upałów widać to nawet w jej […]

Kolory Tuluzy

W takie dni jak ten pierwszolipcowy, nic nie dawało wytchnienia. Każdy cień był zbyt krótki, każdy uskok muru niewystarczający. Chłód wody toczonej szeroko przez Garonnę, nie przynosił ukojenia. Ciepło i pył zawieszony w powietrzu (może pochodzący z powierzchni cegieł, z których zbudowano to miasto?)   – wspomnienie miasta. I kolory. Trzy. Pierwsze. Zapamiętane.

Coś pięknego (jednak)

Powroty bywają zawsze jakieś. Nie mają neutralnego tła, (przy-)noszą emocje, przypomnienia i wspomnienia. Tak było i tym razem. Może czas i okoliczności pozwolą, by więcej o tym napisać. Nie wiem tego teraz. To co mnie poruszyło (i czemu jak widać nie potrafię się oprzeć) to nieintencjonalna, acz porażająca dawka brzydoty i absurdu. Wykrzywień treści, które wokół. Mają się dobrze i  rodzą nowe warstwy pustostanów myślowych i ironii. Dwa kadry […]

„Dziennik” powraca

Ze zdziwieniem i zaskoczeniem widzę, że będzie to mój pierwszy wpis na blogu od długiego czasu. Pierwszy w tym roku. To już blisko dwa miesiące… Niedobrze… A może po prostu jest inaczej? Inne sprawy, odmienne tempo życia i potencjalnie nowa rola bloga. Miejsca wpisów niecodziennych, obserwacji okazjonalnych? Niedawno byłem po raz pierwszy w Koszęcinie. Z rodzajem dawno niepamiętanej przyjemności odnajdowałem dyskretny uroku kolorów i lokalności Górnego Śląska. Gdzieś przez chwilę była nawet […]

Hopperowskie okno u literatów

Klimat pokoiku w Domu Literatury jest lekko niepokojący. Na korytarzu wciąż stoją, traktowane jak relikwie minionego czasu, porcelanowe resztki tamtego świata. Czasu, gdy „hartowała się stal”, a niemiecki komplet wałbrzyskiej Friederike, nabierał cech swojskich, tylko dlatego, że opatrzony został uspokajającym nadrukiem z akronimem ZLP (Związek Literatów Polskich). Obłaskawianie obcego… Okno widziane o na granicy nocy i brzasku  przypomina mi obrazy Hoppera. Słoneczne światło zastępuje tutaj nocna, […]

Miniatura jako forma opisu świata. Zapiski z Sabaudii (7)

Zwykle omijam takie miejsca. Uprzedzenie? Preferencja dla kultury i sztuki wysokiej? Obawa przed kiczem i estetycznym sponiewieraniem? Pewnie wszystkiego po trochu. „My ludzie muzeów…” itd. Tak było z miejscowym Muzeum (cokolwiek to w tym kontekście znaczy) Miniatur i Kina (Musée Miniature & Cinema), na które zupełnie przypadkowo natknąłem się  spacerując po starym Lyonie. I które pewnie bym zlekceważył. Wpadłem na nie, przemykając się przez miejscowe tajemne przejścia między podwórzami i kamienicami […]

Jesienny Świerklaniec. Esej fotograficzny

Gdy wychodziłem z parku, myślałem o liściu na korze drzewa. Kurczowo do niej przylegał. Jakby walczył – wbrew wszystkiemu poczynając od sił grawitacji –  z tym co nieuchronne. Tkwił tam zapewne przez kolejne sekundy, może minuty. Na moim zdjęciu pozostanie na zawsze(?). I tylko tutaj jest to możliwe. Jesień w Świerklańcu. Zachwyty nad kolorem, światłem i tym, że każdy z owych kadrów jest inną opowieścią o miejscu, które po raz kolejny odwiedzam.       […]

Krążę

Krążę po Kazimierzu. Nie poznaję miasta, które znam? Ratuje mnie mapa, na którą trafiam na ulicy Nowej.  To niemal taki sam obraz zagubienia i braku orientacji jak ten, którego doświadczam. Jak zawsze tak i teraz łapie się na tym, że i na tej mapie szukam odnośnika do Śląska. Do mojego miejsca. Jest Gogolin. Nie powiem bym odczuł jakąś ulgę, ale pojawia się delikatne poczucie zakotwiczenia. G. znam i nie znam. W pamięci pozostaje jakaś krótka wizyta w tym mieście, […]