Eco-rewolta. Kupuję towary, nie odpady.

To był ważny rok w moim życiu. Stypendium w Heidelbergu, powrót po kilku latach do studiów własnych. Lato ciepłe, wieczory na Philosphenweg, rześkie młode białe wino sączone na łąkach nad Neckarem.  Odejście od rutyny. Spotkania, doświadczenia inne od tych wyniesionych z polskich uczelni. Te ostatnie (pisze o roku 1995 !) bardzo odświeżające. Takie jak to  – otwarta niemal cały dzień biblioteka uniwersytecka, gdzie nikogo nie szokował obraz studenta smacznie śpiącego z głową na blacie biurka i robiącego sobie taką właśnie przerwę w pracy, czy swobodny dostęp do niemal wszystkich półek. Ale nie o tym jest ten tekst.

Już wtedy segregacja odpadów była na porządku dziennym. W akademikach były worki do segregacji odpadów, wydzielone miejsca do składowania surowców wtórnych itp.  Moja pierwsza lekcja ekologii w praktyce. To jednak,co wówczas przykuło uwagę społeczną (i moją zdecydowanie też),  to akcja jaka rozpętała się w supermarketach Badenii-Wirtembergii  i jak byśmy to nazwali dzisiaj sklepów wielkopowierzchniowych. Widząc masowo opakowane towary, często absurdalnie i bezmyślnie, zarówno klienci, jak i organizacje proekologiczne podjęli akcję masowego zostawiania owych opakowań w sklepach. Mówiąc dobitnie „dość niepotrzebnych opakowań”, postanowili zrobić coś realnego dla środowiska. Jak to działało? Bardzo prosto.

Natychmiast po zakupieniu towarów, odzierali je ze zbędnych warstw folii, papieru, plastiku i zostawiali w sklepie. „Nie je kupujemy, ale towary, które są nam potrzebne” – podkreślali. Opakowania zaś masowo lądowały w koszach. Tych ostatnich szybko zaczęło  brakować, więc zostawiano je obok przepełnionych pojemników. Można tam było znaleźć między innymi  absurdalne owe plastikowe opakowania  szczoteczek do zębów (wiecie zapewne jak „łatwo” je rozerwać), gdzie jedna folia, zabezpiecza kolejną. Lądowały tam pudełka past do zębów z opisem nakładania pasty na szczoteczkę i bezproduktywnych instrukcji w Bóg wie ilu językach świata, co i jak wynika z ich używania. Obdzierali z foli te cztero- dwu – czy sześciopaki, usuwali papierowe i foliowe opakowania szmatek do czyszczenia i pozywali się  innych  foli zabezpieczających towary przed nie wiadomo czym, nie wiadomo po co…

Zrobiło się nieciekawie i gorąco dla sklepów, bo nagle to na nie przeniesiono koszty utylizacji tego, co do tej pory zabierali ze sobą do domów klienci. A zabierali niepotrzebne śmieci i produkty prymitywnego marketingu, bo czym jest w tym przypadku takie pudełko z kremem, na którym pojawia się po raz kolejny nazwa produktu i wołowymi literami wypisywany banał pod tytułem nowość, unikalna technologia itd. O pakowanych konserwach (sic!) nawet nie chce mi się pisać. Widzicie sens takiego „pakowania”, a może nabijania nas na kasę?

Sieciówki, jak to sieciówki ( i te duże sklepy też), bardzo nie lubią dopłacać (ma to w końcu robić klient lub producent, ale nie one), więc niechętnie podstawiając dodatkowe kontenery na śmieci (podnoszono fakt tego, że nie muszą, że to klienci śmiecą itd., itp. ), wymusiły na producentach ekologiczne samoopamiętanie… Z niektórych opakowań zrezygnowano, inne odchudzono, wymuszono używanie mniejszej ilości foli, papieru, wrócił system kaucji itp.

Pisze o tym nie z powodu tego, że upał i ogólnie tematów brakuje (bo niestety nie). Ale wierzę , że ta moja rada i metoda ma sens, by ograniczać prymitywne śmiecenie i generowanie odpadów. Skąd ta bezrefleksyjna zgoda, że musi być ich tyle?

Biorę zakupy, obieram z tego co nie jest mi potrzebne i za co nie chcę płacić i daję sygnał – producentowi, pośrednikowi. Opanuj się, pomyśl, bądź świadomym ekologicznie. W Niemczech, owego lata 1995 roku przyniosło to efekt. Trwały. Warto sięgnąć po tak proste metody. To działa.

Powodzenia!

2 komentarzy do “Eco-rewolta. Kupuję towary, nie odpady.

  1. Kupiłam jakiś czas temu rurki bambusowe, dla całej rodziny i znajomych, by nosić ze sobą i odmawiać plastikowych 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *