Magiczne, zielone oko

Dziadkowi

„Trzy gwiazdy” 1939 roku…

Tak pisały o nowym sezonie produkcyjnym 1938/39 Polskie Zakłady Philips.  Tymi gwiazdami były najnowsze odbiorniki radiowe holenderskiej firmy, a pośród nich radioodbiornik Philips Typ 6-39A

Specjaliści w broszurach z tamtego czasu rozwodzili się nad zupełnie nowymi w tych urządzeniach lampami radiowymi zwanymi potocznie czerwonymi. Radioodbiorniki roku ostatniego nie były tanie. Typ 6-39A kosztował 380 ówczesnych złotych polskich, co stanowiło równowartością ponad 70 dolarów USA (średnia pensja wynosiła ok. 250 zł).

Nie było to więc tanie radio. Typ  6-39A był jak inne nowości tego sezonu wciąż superheterodyną, typem radia wynalezionym w czasach Wielkiej Wojny przez Amerykanina Edwina Howarda Armstronga. Notabene dziwny to i niezwykły wiek 20., w którym to samo nazwisko noszone przez różne osoby wyznacza milowe dokonania człowieka…

Jedna z takich „gwiazd” ze stajni Philipsa po ponad siedemdziesięciu latach trafiła w moje ręce. Kupiłem ją na targu staroci, nie znając się na radioodbiornikach (tak już pozostało) i skuszony raczej wyglądem odbiornika, niż jego technicznymi walorami. Wkrótce zresztą okazało się, że orzechowa skrzynka i miedziane okucia czoła radioodbiornika miały się zdecydowanie lepiej niż to, co wciąż znajdowało się w jego środku.

Stał przez lata milcząc.

Nie potrafię pisać obojętnie o radio.

Wyrosłem na radiu (choć w czasach gdy przychodziłem na świat nikt nie śmiał odmieniać go inaczej jak radio, radio etc.), więc tym bardziej nie wyobrażałem sobie, że bym mógł skazać je na wieczne milczenie. W mojej świadomości obrazy przywoływane przez radio, były wspomnieniem magicznego zielonego oka, które po nagrzaniu się wszystkich lamp radiowych radia mojej babci, rozbłyskało i potem towarzyszyło przy wyszukiwaniu kolejnych stacji. Było w każdym odcieniu i intensywności wyświetlanej zieleni. Istotnie magiczne, wyjątkowe.

Stanowiło nić między tym co było gdzieś tam hen i nie wiadomo jak daleko, a mną  i moim dziadkiem, który ze mną siadywał przy odbiorniku. Celebra, cisza, a potem oczekiwanie i…  z wolna potężniejący głos płynący z głośnika. No i te nazwy na skali radiowej. Obietnica istnienia świata, gdzieś tam nie wiadomo jak daleko i nierealnie.

Po długiej naprawie moje radio niedawno powróciło do mnie.

Zieleń oka rozjaśniała i wróciły tamte, uśpione emocje… i głęboki dźwięk superheterodyny…

Moje radio (Philips typ 6-39A)

4 komentarzy do “Magiczne, zielone oko

    1. „Żegnam cie, niemieckie radio o zielonym oku…” No, ale ja je ożywilem, co za odmiana losu (i słów poety)? Dziękuję za wskazanie tego wiersza….

  1. Ciekawa historia.
    Mam podobną. PODCZAS REMONTU NA STRYCHU znalazłem identyczne radio Philips typ 6-39A.Orzechową skrzynkę dałem do renowacji. Chciałbym go również ożywić. Potrzebny jest mi kontakt na elektronika zajmującego się takimi zabytkami. Jest to pamiątka po tacie mojej żony. Jeśli Pan mógłby mi pomóc byłbym bardzo wdzięczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *