Słowo na tydzień. Pohoda

Czesi są już po cokolwiek trudnych obchodach 25-lecia aksamitnej rewolucji (Sametová revoluce).  W prasie wygasają ostatnie relacje i komentarze.

skrzynka-polarodi

W tym roku nie było tak miło jak wcześniej. Zabrakło tego, co Mariusz Szczygieł definiował mianem czeskiego pogodnego, bezkonfliktowego nastroju („pohoda”), a na praskim Albertowie, w kierunku Milosa Zemana poleciały jaja (pewnie czeskie) i pomidory (zapewne holenderskie). Oberwał też towarzyszący mu prezydent Joachim Gauck. Media milczą o ewentualnych obrażeniach polskiego prezydenta (no ale są zajęte farsą liczenia wyborów, więc może zdarzenie to im umknęło).

W czeskim życiu politycznym i obyczaju, prze- i (na)loty jaj i pomidorów nie stanowią jakiegoś wyjątkowego zdarzenia. Podobne afronty ze strony rodaków doświadczali i Vaclav Havel w 1991 r.  i Vaclav Klaus  w 1998 r. Tym razem media podkreślają jednak fakt społecznego ostracyzmu, jaki dotyka obecną głowę państwa i nie są to jednorazowe wybryki, jak bywało to w przeszłości, gdy spotykało to poprzednich prezydentów.

Tak negatywne zachowania skierowane przeciwko prezydentowi, nie osiągają tej temperatury i skali emocji na prowincji (w Opawie było bardzo spokojnie i prezydent ze spotkania z mieszkańcami miasta wyszedł absolutnie zwycięsko). Jednak już w stolicy Czech, rodacy prezydentowi nie odpuścili i- jak piszą media  – pokazali mu ‘czerwoną kartkę’ rzucając w jego stronę jajami, gwiżdżąc i każąc odejść ze stanowiska i polityki w ogóle.

Przyczyn takiej reakcji jest wiele (kroplą goryczy była najwyraźniej wypowiedz dla publicznego radia, której prezydent mówił o k… i c…, tłumacząc m.in. zasadność aresztowania i więzienia przez Rosję członkiń zespołu Pussy Riot). Dość na tym, że obchody ani aksamitne, ani wzruszające nie były, a część dzisiaj rządzącego, czeskiego establishmentu mówi o tym, że żadnej rewolucji 25. lat temu nie było i w sumie, o co tak dużo hałasu w tej sprawie?

Rodzi to coś więcej niż irytację opinii publicznej, a to co mówi i  jak ocenia działania Rosji i jej prezydenta na Ukrainie prezydent Zeman i część ugrupowań politycznych w Czechach. W irytację wprawia zwłaszcza młode pokolenie Czechów, w stan głębokiego zakłopotania mieszkańców w średnim wieku pamiętających czasy sprzed 1989 roku.

Obraz stosunku do prezydenta i przeszłości nie jest jednak jednoznaczny, o czym warto pamiętać, bo obok haseł i reakcji domagających się jego odejścia, są i takie które go wspierają, życząc mu 100 lat życia (prezydent skończył  w tym roku  70 lat) i odżegnują od czci i wiary środowiska niechętne prezydentowi, nazywając je „praską, kawiarnianą opozycją”.

W warstwie zachowań ma to niektóre z cech przypominających hasła i postawy z 1968 roku w Polsce i Czechach. Jak wtedy tak i teraz, krytyków prezydenta wiąże się z zachowaniami środowisk inteligenckich (Zemana  i istotnie nie lubią studenci), a obronę opiera się na pokreśleniu egalitarnego i społecznego wymiaru jego przywództwa. Zeman nie chce być politykiem praskiej kawiarni. Nosi, jak podkreśla, czeskie buty, koszulę, garnitur i płaszcz. Jest jednym z wielu. Stołeczna kawiarnia nie pozostaje mu dłużna i dystansuje się od populistycznych poglądów oraz zachowań w otoczeniu prezydenta. Odcina od języka prezydenta.

 ***

Pohoda zatem gdzieś umknęła z życia politycznego Czech i mamy listopad, jak się patrzy… Jest nieco sennie (bo już po 17 listopada), nieco smutno i chyba w Czechach dzieje się coś podobnego, co znamy z nieodległej historii Polski. Społeczeństwo dzieli się na tych , dla których aksamitna rewolucja miała duże znaczenie (takie osoby i postawy spotykam) i na tych, którzy jej dorobek postanowili co najmniej pomniejszyć, odwołując się do resentymentów części społeczeństwa walczącego o związanie końca z końcem (takich wydaje się być też całkiem sporo). Utopia szczęśliwości komunistycznej, wytarta przez znój 25 lat gospodarki wolnorynkowej łagodzi i ucukrza wspomnienia.

***

Tam gdzieś wielka polityka, a moje opawskie ulice  listopadowieją. Mgły, gęste i białe, szare. Żółcą się na gałęziach i konarach okolicznych drzew, klonów i miłorzębów.

Po chodnikach spacerują nieśpiesznie emeryci. Sporymi grupkami gromadzą się przed klepsydrami. Zawsze jest tam ich wielu. Nekrologii są inne niż w Polsce. Są przypomnieniem zasług i dokonań zmarłego. Obok tego, co ważne i odmienne,  niemal zawsze zawierają  kolorowe zdjęcie, portret osoby zmarłej…

Idąc ulicą zauważyłem dzisiaj emeryta, który (a nie jest to normą) widząc idącą ulicą niewidomą osobę, proponuje jej pomoc. Ta stanowczo odmawia.

Wkrótce potem, spotkałem go w miejscowej piekarni, gdzie tradycyjnie kupuję opawskie kołaczyki (znowu po 11 koron! Nie można tutaj być niczego pewnym, gdy idzie o wypieki).

Mężczyzna nieporadnie wysypuje z portfela drobniaki (rogalik za 7 koron). Tym razem, z powodu bilon to on zostaje zauważony, a jego drobniaki, przyjęte z wdzięcznością. Sprzedawczyni będzie miała czym wydawać takim jak ja. Może bowiem to i dobrze (dla niej), że kołaczyki znowu po 11 koron, ale miast jednej, dziesięciokoronnej monety ludzie płacą większym bilonem i banknotami. A koron wciąż brak i brak…To kłopot. Nepohoda

Kobieta zgarnia monety i życzy dobrego dnia nieznajomemu.

Ten skuszony serdecznością i pohodą sprzedawczyni próbuje nawiązać rozmowę, ale ta nie ma już dla niego czasu.

Następny klient czeka, a ona wciąż ma tak mało bilonu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *