Magritte i mężczyzna w meloniku w muzealnym WC

Królewskie Muzeum Sztuk Pięknych w Brukseli. Zmęczenie. Setki obrazów za mną. Te z powodu których tu byłem i te nieproszone, które „weszły” w kadr. Za mną gdzieś „Upadek Ikara” Petera Bruegela I i cicha „Śmierć Marat” J. L. Davida.  I jeszcze ten Q. Metsys, ukradkiem spoglądający na mnie, gdy patrzę na żonę bankiera i jej męża.

Ostatkiem sił docieram na wystawę stałą Magritte. Od codzienności do niezwykłego.

Trzy piętra. Nowe skrzydło brukselskiego muzeum.

Magritte w monumentalnej odsłonie, choć sama wystawa to senny labirynt, w którym raz po raz wychodzą na mnie z czeluści półmroku jego obrazy – sny. Powtarzalne przedmioty, sceny. Gołębie, buty, fajki. Wąsy, profile postaci, skrawki i otchłanie nieba. To co widzimy, nie zawsze jest tym co myślimy, że jest tym co oglądamy. To zdanie samego mnie wprawia w lekkie zagubienie.

To wystawa jednego z najwybitniejszych surrealistów 20. wieku i bez wątpienia jednego z grona najbardziej znanych artystów belgijskich. Spotkanie z mitem, legendą, demiurgiem naszej współczesnej wyobraźni. Doceniony lub nie (w tej roli), ale jest Magritte także jednym z prekursorów pop-artu. Patrząc na jego obrazy nie mogę uciec od wspomnienia Ryszarda Horowitza, czy naszego Rafała Olbińskiego. Powtarzalne obrazy. Powielane, zmieniane, podobne lecz inne.

Rene Magritte w brukselskiej odsłonie to zarówno współtwórca surrealistycznego ruchu w Europie, jak i mniej znany projektant okładek czasopism, czy plakacista. To ostatnie to coś nowego dla mnie  i stanowiło wyjście poza mój osobisty kanon interpretacyjny artysty.

Prezentację Magritte’a  rozpięto na osi czasu (w tym sensie wystawa nie reprezentuje sobą jakiejś  innowacyjności ekspozycyjnej),  daje zatem kompletny obraz: człowieka, wyrobnika-projektanta w fabryce tapet, artysty. Gdzieś w tle tego co oglądamy są postaci kobiet, których postać, twarz otacza woal. Przychodzi do głowy myśl (skąd inąd oczywista) o tym jak mocno doświadczenia naszego życia kształtują postawy i nadrzeczywistość – traumy, snu. Dla Rene obrazy kobiet spowitych w całun to wspomnienie matki, wyciągniętej po samobójczej śmierci z rzeki i tak zapamiętanej… Obraz „Kluczowa historia” (Central Story) (1927), wprowadza nas w przestrzeń wystawy i podświadomości artysty…

Magritte jakiego poznaje na tej wystawie to artysta, który – w obrębie awangardy –  okazuje się być skrajnym… postmodernistą. W sumie to wiedziałem o tym, ale dobrze sobie takie rzeczy przypomnieć. Uprawia bardziej awangardę przekazu niż formy. Unika zniekształceń i  abstrakcji na rzecz form realistycznych, lekko uproszczonych. Komponuje świat z przedmiotów. Odrealnia z „realizmu znanego – oczywistego” zastępując go…  nowym. Buduje ten rodzaj surrealistycznego zaskoczenia i poczucia odnajdowania starych przedmiotów w nowych rolach, kontekstach. Zestawione oddziaływują z nową ekspresją. „Rewolta jest oznaką człowieka żyjącego i odczuwającego i żyjącego”, czytam gdzieś jego słowa ponad obrazami. Rewolta oznacza metafizyczne formułowanie wizji świata. Staranne dobieranie obrazów, słów i emocji… które wywołują. Za to właśnie –  jakże to nieprofesjonalnie zabrzmi – po prostu lubię Magritte’a. Pokazuje to, czego nie dostrzegam/-łem. Wprawia w zadziwienie, stany odmienne. Zatrzymuje, oferując chwilę kontemplacji. Sięga do mojego drugiego ja, którego istnienia nie podejrzewałem… lub sądziłem, że jest inne.

Jest naturalnie i mężczyzna w meloniku.

Odnajduję go jednak nie na wystawie (choć jest i na obrazach).

To dziwne miejsce. Jest nim męska toaleta, w której lustro jest wyciętym profilem pana w meloniku. Może właśnie tak jest, że w obrazach Magritte’a możemy się przeglądać i nie zawsze oczywistym jest to co w nich dostrzeżemy… (Poza tym, że to sprawne operowanie konwencją i zabawa nią, by i tam w WC Magritte, nie spuszczał z nas oka – brawo dla muzealnych scenografów…).

Peter Bruegel I, Upadek Ikara / The Fall of Icarus (Bruksela, Królewskie Muzeum Sztuk Pięknych)

Bankier z żoną / Banker and his wife (Q. Metsys; XVI c.; Royal Museum of Fine Arts, Brussels, Belgium) A kto to? / Who's looking? (Autoportret Metsysa / Selfportrait of the painter; close-up of "Banker and his wife" painting)

Śmierć w muzeum / Death in museum (Death of Marat, J.L. David, Brussels)

Magritte jak Witkacy (r.) Podpis / Signature (Brussels, museeMagrittemuseum)

Klucz do zrozumienia / Key painting to understand him, (R. Magritte, "Central story", 1927; painting that opens the permanent exhibition in his museum in Brussels)

Słownik Magritte'a / Magritte's Vocabulary

Plakaty R. Magritte'a / Posters of Magritte Fragment ekspozycji / Part of pernament exhibition (museeMagrittemuseum, Belgium)

 Podróżnik / Traveller (R. Magritte,1932; section from the painting) Pusta strona / Blank Page (R. Magritte, 1967)

Komentarz do “Magritte i mężczyzna w meloniku w muzealnym WC

  1. Ta wystawa w centrum jest trochę przytłaczająca, może przez nadmiar czerni. Za to w dzielnicy Jette, Rue Esseghem 135 jest kamienica, w której Magritte mieszkał ponad 20 lat. Wspaniałe miejsce, niełatwo tam trafić, ale warto. Jest bardzo prawdziwe, bez żadnych sztuczek, multimedialnych rozpraszaczy. Są jego prace z dzieciństwa, dokumenty, listy, jest też jego ogródek i pawilon, w którym malował, czy urządzał przyjęcia dla przyjaciół. Wszystko jakby nietknięte „zębem czasu”. Drewniana podłoga ładnie skrzypi.Dociera tam niewielu ludzi, więc zawsze jest taki spokój, cisza.Polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *