Inna perspektywa…

Czy pomyśleliście jak to jest nie chodzić? No tak myśleć, że „chodzę”, ale gdy przychodzi co do czego, to nie móc?

Życie jest jakby bardziej niejednoznaczne i chwiejne. Trzymasz w rękach kule albo to one cie niosą (co za absurdalna poetyka) i doświadczasz niejednoznaczności pojęcia równowagi… Gubisz ją niemal z każdym krokiem i błogosławisz jej odzyskiwanie?  Nagle przydaje się jedna z tych asan (vrksasana) zwana po ludzku „drzewem” i utrzymywanie równowagi jest przez chwilę prostsze… No do czasu jak nie rąbniesz o podłogę i zrozumiesz, że brak tej drugiej nogi to problem…

Bywa też śmiesznie. Na przykład w toalecie. Nie, nic obscenicznego. Umyjcie głowę jedną ręką… To naprawdę ubaw po pachy i podłoga cała w mydlinach. Ale głowa czysta. No powiedzmy. Mokra z pewnością.

Nie pokoi listonosz dzwoniący (nawet) dwa razy (co za brak taktu i nieznajomość historii kina), bo nikt mu i tak nie otworzy.

Jedzenie i przygotowanie posiłku może zmienić stosunek do teorii Brunona Tauta i jego koncepcji projektowania kuchni (z wczesnych lat Bauhausu), doradzającą, by tak ją projektować, by kobieta nie ruszała się z miejsca… (ku własnej wygodzie). Przyznaję, że ceniąc go za inne słowa i projekty, tę wypowiedź potępiałem za tkwiący w niej rodzaj męskiego szowinizmu… Nic bardziej błędnego, facet wiedział co pisał i dzisiaj marzyłbym o takim cudzie planowana przestrzeni intymnej 2x2m… (z eleganckim standem na kule).

Ten tekst jak każdy tutaj, powstaje z … (odsyłam do tekstu pierwszego na blogu) i potrzeby ocalenia (co ja bym zrobił, bez Olgi Tokarczuk). Zachowania siebie, myśli, emocji. Mam wręcz taką nadzieję, że służyć będzie memu pamiętaniu. Jak to jest nie móc, jak to jest przyjąć (chcąc nie chcąc akceptować) stan odmienny od zastanego, jeszcze wczoraj uznany za oczywisty.

Kiedyś irytowały mnie pytania, dlaczego robiłem, to co robiłem dla niewidomych w Muzeum Śląskim?! „Masz kogoś niewidomego w rodzinie?” – pytano. Tamten rodzaj empatii wydawał mi się oczywisty (dla mnie). Był podobny do tego u Kennedy’ego, gdy mówił berlińczykom „Ich bin ein Berliner”. Takie gesty dodają otuchy.

Teraz, gdy łapie równowagę, obiecuje sobie nie zapomnieć tego stanu i jak to jest. A bywa i śmiesznie i strasznie… Dobry powód, by nie zapomnieć. Już mam pomysł na kule, co się nie przewracają… Bardzo ułatwiłyby mi życie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *