Przekraczanie Rubikonu (5). Nowojorskie pośladki dziewcząt

Odniesienia do filmów są oczywiste, gdy myśleć o Nowym Jorku. Siła wyobrażeń tamtego świata, kształtującego odbiór tego realnego jest więcej niż ogromna.

Nie inaczej jest ze mną, gdy codziennie rano odbywam podróż na 19 piętro biurowca, w którym znajduje się firma mojego pracodawcy i nie mogę uciec od skojarzeń z Donem Draperem i kolejnymi sezonami serialu „Mad Men”. W podobny sposób trafiamy do wind wynoszących nas na kolejne piętra tego budynku. Dopieszczony fornir z drzewa oliwnego na ścianach, rozświetlone wnętrze. I my w środku patrzący gdzieś przed siebie… , bo po co na siebie? „Jak leci?” – słyszę rano. „Nieźle. Wciąż do góry i do góry i niech tak zostanie” – odpowiada stojący obok mnie gość. Wszystkim odpowiada ten rodzaj optymizmu, bo przecież jedziemy do góry… Optymizm to jeden z powodów, dla którego pasażerowie tej windy spędzą tutaj kolejne… godziny, dni, miesiące, czy wreszcie lata…?

Gdy około południa wybija godzina lunchu, ulice Dolnego Manhattanu wypełniają się białymi kołnierzykami, robotnikami budowlanymi, urzędnikami. Bóg jeden wie kim jeszcze. W kwartale Broad- i Whitehall Street, ustawiają się, znane już i u nas, food trucki. Taki etniczno-kulinarny spektakl, który trwa nieco ponad godzinę. Są więc i greckie i hinduskie, wietnamskie, i niemieckie. Dzisiaj nawet natknąłem się na „OldTraditionalPolishCuisine” i zaliczyłem porcję combo – pierogi i takie tam. Jak wielu innych dołączyłem do osób jedzących wzdłuż nabrzeża przy East River. Listopad jest nienormalnie ciepły. Dzisiaj oznaczało to coś około 22 stopni, więc można było ulec iluzji, że to nie późna jesień, a ciepłe łagodne lato. Na świeżym powietrzu wszystko smakuje lepiej…?

***

Wieczór tym razem to obrazy kolekcjonowane na Times Square i wzdłuż 6. Alei. Wcześniej okolica portu promowego na Staten Island. Potrzeba wytchnienia po godzinach spędzonych w biurze. Niezbędna, konieczna.

To miasto, swoja skalą i formą jest inne niż Tokio, inne niż New Dehli. Są jednak na swój sposób do siebie podobne. I tamte i to, pożera i żywi się ludźmi. W New Dehli dzieje się to na surowo i bezwzględnie. W oczywisty sposób. Jak nie ty kogoś, to ktoś ciebie. Proste. Nie śpisz zbyt daleko od ulicy, bo gdy będzie zbyt ciemno i nikogo wokół, wytną ci nerkę, a może obie. Taka logika przetrwania.

Tokio i Nowy Jork pozwala ci zarobić na coś takiego jak nerka. To miasta, które  stwarzają pozory, że ich przestrzenie są uszyte na miarę człowieka. Ale w istocie nie są. W wagonie metra widzę ludzi niedawno jeszcze śniących marzenie o życiu tutaj, a dzisiaj łapczywie chwytających powietrze. Koncentrują się na tym, by nie wypaść z nowych ról, by się odnaleźć, dostosować. No, może ich dzieci nie udają jak jest.

Patrząc na tłumy przelewające się wieczorem przez miasto, zastanawiam się ile można i trzeba zjeść i wypić, by zapomnieć. Odurzać się i żyć życiem rozpiętym między ersatzem tego co jest, a co miało być.

Ale i tutaj obrazy i ludzie zaskakują. Czasami.

Na trotuarze koło sieciowej księgarni Barnes &Noble  przy Lexington Ave siedzi bezdomna para pochłonięta lekturą książek. Ma ich wokół siebie więcej niż kolejni klienci wychodzący z księgarni. To odrealniony, a jednak wyjątkowy obraz. Czytając stajemy się zuchwali i przestajemy się bać? Może o to im chodzi?

W pobliskim kościele Wszystkich Świętych kazania księdza wysłuchuje tylko dwóch wiernych. Kobieta gra na organach.  Mnie nie ma, robię tylko zdjęcie. Są zasłuchani i wyglądają zupełnie jak nie z tego świata, co wokół i za drzwiami do świątyni. I ci i tamci spod księgarni Barnes & Noble. A może to oni są tutaj tylko prawdziwi i na swoim miejscu?

W kolejce do food trucka / Line to food truck (Dolny Manhattan) Lunch time (NYC, East River)

Słońce nad East River / Sunset over East River (NYC., Nov. 2015)

Brooklyn. Wieczorna panorama / Evening Silhouette (N.Y, Nov. 2015)

East River / East River Waterfront (NYC, Dolny Manhattan) Ferryport to Staten Island / Port do Staten Island (Manhattan)

Wuj Sam zaprasza / Uncle Sam Invites (NYC, 6th Ave.)

Jestem piękna / I'm so pretty... (West Side Story; 6th Ave., NYC)

New York (6th Ave., Nov. 2015)

Pałac Helmsley'a / Helmsley Bldg.  / Każdy potrzebuje swojego Pałacu Kultury? (New York City)

Dwóch wiernych / Two believers (NYC, okolice 7th Ave.)

Grand Central

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *