Przekraczanie Rubikonu (6) Smagła dziewczyna

Wczoraj do muzeum ustawiła się, rosnaca z każdą chwilą,  długa kolejka.

Ponad mną High Line, dzisiaj zielona, a kiedyś niegdysiejsza linia kolejowa, zamieniona na deptak i miejsce niezwykle popularne wśród nowojorczyków. Przede mną i przed innymi weekend, odpoczynek po tygodniu pracy, potrzeba zapomnienia o tym co było, zamknięcia starego bilansu i otwarcia nowego, na nadchodzący tydzień. Wielu z nich wybrało się właśnie do Whitney Museum of American Art. Dzisiaj i jutro jest szczególna okazja. Muzeum, wzorem naszych nocy muzealnych jest czynne do 22 (normalnie do 18.), a wstęp, to tzw. free donation. Każdy więc daje tyle ile może i… chce. No, niektórzy  wyraźnie przesadzają. Trójka Japończyków zbiera po kieszeniach jakieś monety i gdy wysypują je przed kasjerką na stół, wszyscy wokól są nieco zgorszeni tym widokiem. Większość jednak daje 5 dolarowy banknot. To i tak ogromna oszczędność, bo normalny bilet wstępu do muzeum kosztuje 20 dolarów i więcej. Są naprawdę tłumy, zarówno gdy rozpoczyna się ten rodzaj zwiedzania (od godziny 19.00) jak i wówczas gdy dwie godziny potem opuszczam budynek.

Wyprawa do nowojorskiej Chelsea, gdzie od roku znajduje się nowa siedziba Whitney Museum of American Art (i zapis z tego spotkania też powstanie) jest kolejną próbą uchwycenia fenomenu Edwarda Hoppera (muzeumm ma jedną z lepszych jego kolekcji w USA). I choć tak się stało, to wyszedłem oczarowany postacią innego malarza, Archibalda Motley’a, którego wystawę monograficzną Modernista Ery Jazzu można oglądać do 17 stycznia 2016 r.

O obrazach tego czarnoskórego malarza, pochodzącego z pobliskiego z Harlemu, napiszę z pewnością wiele i z pasją, bo to co zobaczyłem jest na wskroś genialne, przeżyte i malarsko świeże (odnoszę to zarówno do jego czasów, jak i tego, jak dzisiaj można pozycjonować jego sztukę). Na dzisiaj zostawiłem sobie kilka zdań refleksji o niebywałym (w każdym sensie) portrecie noszącym dość wyjątkowy tytuł Octoroon portrait (który dosyć prowokacyjnie przetłumaczyłem na FB, jako Oktogonalny portret).

 

Ten obraz to portret pięknej kobiety, o nieco smagłej cerze. Powstał w 1925 roku. Nie jest znana z nazwiska modelka, która pozowała Motley’owi. Może jest zresztą jego kreacją artystyczną właśnie. Nie wiadomo.

Odnosi się jednak, jak część twórczości Motley’a w ogóle, do relacji między białymi, a czarnoskórymi Amerykanami, tak jak je znał, jak je opisywał  i sam doświadczył jako Archibald Motley. Ocktoroon to termin, który współcześni malarzowi używali dla opisania człowieka, który w swojej 1/8 był pochodzenia afro-amerykańskiego, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli… Niebywałe, prawda? Jak skrajnie rasistowskie i jak definiuje aktualne w dobie Motley’a stygmatyzowanie osób niejednoznacznego pochodzenia rasowego. Motley tylko w tym jednym dziele, dyskretnie i we właściwy sobie sposób zabiera w tej kwestii głos. To portret, który  (jak i wówczas) zachwyca i zostawia przed naszymi oczywm wizerunek pięknej, śniadolicej kobiety. Człowieka, na chwilę i zanim nie sięgniemy po opis obrazu, wolnego i pozbawionego stygmatyzacji rasowej.

Portret Motley’a miał swój literacki „ciąg dalszy”. W 1929 roku posłużył jako okładka do powieści czarnoskórej Neili (Nelli) Larsen, która w części autobiograficznie opowiedziała o życiu ludzi, którzy w jakimś sensie nie przynależeli do nikogo. Ani biali, ani czarni, nie swoi i obcy. „Mieszańców”, jak o nich pogardliwie mawiano, mulaci, odrzucani przez  obie strony, przesuwani na margines życia. Ludzie bez praw i tożsamości. Tragiczni i nierozumiani.

 Smagła dziewczyna - Mulatka  (oryg. Octoroon girl, A. Motley, 1925)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *