Cicha rocznica

Kolejna rocznica śmierci Wojciecha Korfantego (17.08. 1939 r.), rodzi pytanie o spuściznę i ocenę jego dokonań.  Pisze to ktoś, kto jest laureatem nagrody jego imienia (w 2013 roku) przyznanej przez Związek Górnośląski. Skoro o Korfantym może każdy (rodzina, jak widać poniżej zwłaszcza), to w atmosferze pewnej ciszy związanej z tą rocznicą, głos zabiorę i ja.

Podobizna Wojciecha Korfantego; fragment stauetki - nagrody jego imienia (2013 r.)  (Autor rzeźby. B. Chromy)

Nie zawyły syreny. Nie stanął ruch. Rocznica śmierci Korfantego, przeszła w cieniu ‚cudu nad Wisłą’ i wspomnień na temat jego największego adwersarza, Józefa Piłsudskiego.

Kiedy, będąc w Polsce, obejrzałem fragment rozmowy Bronisława Jana Korfantego (senator RP) i Marka Jurka (europoseł) w TV Trwam (zipping dopada każdego? to gwoli wyjaśnienia, jak trafiłem na ten/ w ten kanał) zrozumiałem, że Wojciech Korfanty, także po śmierci nie zaznaje spokoju. Jego postać, dzisiaj pozornie niegroźna (?) dla politycznego establishmentu, jest interpretowana w sposób wielce dowolny, w myśl zasady, że nieważne czy tak było naprawdę, liczy się tylko użyty autorytet. W tym przypadku właśnie Korfantego. Odmieniane jest zatem przez wszystkie przypadki jego nazwisko (zwłaszcza na potrzeby rocznic powstań i przyłączeń oraz wszelkich powrotów ziem do Macierzy), cytowane wypowiedzi. Te ostatnie często pozbawione kontekstu, wykoślawiają postać, tworzą kolejny obokświat. Postać Korfantego jest przemielana na papkę służącą to jednej, a to drugiej opcji politycznej, potem kolejnej i tak dalej…

Mniejsza zresztą o rozmowę w owej telewizji. Nie dotykała spraw najważniejszych. Rozmówcy, jakby się umówili i wciąż przypominali, mówiąc nudno i raczej hermetycznie o powstawaniu Frontu Morges i tworzeniu się opozycji politycznej w stosunku do panującego w II RP obozu sanacyjnego. Było i o tym, o czym mówi się dzisiaj bardzo chętnie, czyli o nauce społecznej Kościoła, do której obficie i świadomie odwoływał się Wojciech Korfanty. Ta część jego aktywności politycznej i społecznej (także przedsiębiorczej Korfantego, sprawnie zarządzającego m.in. dziennikiem „Polonia” ), nie rodzi kontrowersji. Dobrze i łatwo się na ten temat dyskutuje (zwłaszcza w katolickiej telewizji), szczególnie, że to jeden z tych niewielu polityków, który w obrębie ugrupowań chrześcijańsko-demokratycznych, myśl społeczną Kościoła znał i  się do niej świadomie odnosił.

Okładka dodatku ilustrowanego do gazety POLONIA (1933 r.), której założycielem i właścicielem był Wojciech Korfanty

Niestety, o kilku sprawach nie padło w tej rozmowie ani jedno słowo

To już niepokoi, zwłaszcza, że wykraczało poza ramy tej jednej dyskusji i jest –  w odniesieniu do Korfantego – zjawiskiem powszechnym. Dotyczy tego, co nazwałbym szerszą recepcją jego spuścizny i myśli politycznej, jego życiowych i politycznych wyborów.

Nie mogłem wyjść z podziwu dla łatwości, z jaką mówiono o politycznym wygnaniu Korfantego, opisując je (na potrzeby owej rozmowy),  jako  „pobyt za granicą”. Nie wspominano i w tym miejscu, i przy okazji innych podobnych rocznic (jedną z takich było barbórkowe spotkanie w Sali Sejmu Śląskiego, 4 grudnia 2012 roku) o represjach, jakich konsekwentnie przez dwie dekady doświadczył Korfanty ze strony aparatu władzy II RP. Prześladowania te zmusiły go w 1935 roku do nagłego opuszczenia Polski i zamieszkania w Czecho-Słowacji (najpierw Rożnovie, potem w Pradze i na krótko we Francji w 1938-1939 roku).

Poziom agresji i wrogości skierowanej w stosunku do Korfantego, sprawił, że nie pozwolono mu nawet uczestniczyć w pogrzebie syna Witolda, w 1938 roku. Jak pisze w swojej interesującej biografii Korfantego, Jan F. Lewandowski „(…) najbardziej idiotyczne zarzuty kierowane przeciwko Korfantemu pozwalały na prowadzenie przeciwko niemu śledztwa, uniemożliwiając powrót do Polski (…)”. [Jan F. Lewandowski, Wojciech Korfanty, PIW, Warszawa 2013].

Doprowadziło to do sytuacj, w której to najwyżej postawione osoby w państwie: prezydent RP Ignacy Mościcki, kolejni premierzy i ministrowie (nie)sprawiedliwości, sprawowały swoistą kontrolę nad tym, by tak osoba Korfantego, jak i jego dokonania nie były przedmiotem innej, niż negatywnej kampanii informacyjnej w Polsce. Obraźliwie i po ludzku podle, brzmią słowa Mościckiego, gdy ten w 1939 roku, odrzucając prośbę środowisk akademickich w sprawie amnestii dla emigrantów brzeskich, powiedział  „(…) Korfanty – nie, dla niego palcem nie ruszę , bo on nigdy Polski nie kochał (…)”.

W województwie śląskim w roli swoistego oprawcy i prześladowcy Korfantego oraz strażnika bardzo karkołomnie rozumianej polskiej racji stanu (z powtórką podobnych postaw mamy obecnie do czynienia), występował wojewoda Michał Grażyński. Ostatnim akordem jego ‘królewszczyzny’ na polskim Śląsku był oficjalny zakaz skierowany do urzędników administracji państwowej Województwa Śląskiego zabraniający im (pod groźbą utraty pracy) udziału w pogrzebie Korfantego 20 sierpnia 1939 roku…

Małym i zupełnie lichym pocieszeniem jest w tej sytuacji to, iż Grażyński, po niesławnym opuszczeniu Katowic na początku września 1939 roku, już na emigracji, po przeprowadzonym śledztwie (poruszono w nim także sprawę działań kierowanych przeciwko Korfantemu, stwierdzając ich bezprawny charakter), od 1940 roku przebywał przez kolejne trzy lata na Wyspie Rothesay (Wyspa Węży). Miejscu, gdzie przetrzymywano przeciwników politycznych emigracyjnego rządu i osoby skazane za działalność polityczną w II RP. Grażyński w ten sposób, pod koniec swojej kariery politycznej, odcierpiał ułamek tego ostracyzmu, jaki przez lata w imieniu II Rzeczpospolitej, bezkarnie fundował Korfantemu…

To, co już zupełnie umyka uwadze w dyskursie na temat osoby Korfantego i powiedzmy wprost jest niepopularne i zamiatane pod publicystyczny i polityczny dywan (szczególnie wówczas, gdy podnoszone są hasła wzniesienia w Warszawie pomnika Korfantego), to jego poglądy na temat zachowania i ochrony autonomii, którą traktował, jako gwarancję dla realizacji politycznych i gospodarczych interesów Górnego Śląska (1927 r.). To ciekawe, jak manipulując jego postacią, współcześni politycy, nie zająkną się nawet na temat poglądów Korfantego o autonomii. Jaka autonomia???

Ordynacja do Sejmu Śląskiego, Katowice 1930 (wł. Leszek Jodliński)

Korfanty istotnie, m.in. w Odezwie do Ludu Śląskiego z 1927 roku, apeluje do owego ludu o przywiązanie do Polski. Zauważmy … „do ludu śląskiego”. To coś ciekawego, prawda? I jakby pozostające w niezgodzie z oficjalną interpretacją jego osoby i poglądów. Kłóci się także z dokonywanym obecnie odbieraniem podmiotowości mieszkańcom Górnego Śląska, gdy takiej się domagają.

W tym sensie Korfanty jasno i odmiennie niż chciano by dzisiaj, opowiadał się po stronie tak postrzeganego, narodowego i politycznego umiejscowienia Górnego Śląska w Europie. Ten pogląd, był konsekwencją jego drogi życiowej i przekonań. Była jasną wizją takiego Górnego Śląska, wpisanego w strukturę państwa polskiego.

A mimo to, odmawiano mu prawa do patriotyzmu tylko dlatego, iż wtedy i później otwarcie pisał, iż Polska okazała się nie taką, o jaką walczył, niesprawiedliwą i niepraworządną…. Nie pierwszy raz w historii Polski pojawiała się zresztą grupa środowiskowo-towarzyska, przekonana o posiadaniu monopolu na bycie lub nie prawdziwym Polakiem i patriotą. Czegoś Wam to nie przypomina?

Strona tytułowa 'Odezwy Wojciecha Korfantego...', Katowice (1927) Ostatnia strona odezwy Wojciecha Korfantego, Do Ludu Śląskiego... (1927)

Nie wiem, w jakim stopniu i czy w ogóle, Wojciech Korfanty wyrasta na współczesny symbol Górnego Śląska i jego ucisku, jak pisał Michał Smolorz.  W jakimś sensie to postać wpisana w śląskie rozdarcie, aspiracje awansu i europejskości, zachodnioeuropejskiego parlamentaryzmu.  Mam nadzieję, że nie dojdzie do faktycznego zawłaszczenia jego osoby, wpisywania go w banalne i fałszywe konteksty, z którymi nie miał nic wspólnego (por. tekst Marcina Zasady w „Dzienniku Zachodnim”, Prezydent Komorowski: Gafa w Bytomiu. Gdzie Korfanty, gdzie Piłsudski).

Gdy mowa o postaci Korfantego, nikt nie ma prawa zawężać wymiaru jego osoby i reprezentowanych przez niego postaw do tych, które akurat są wygodne i pożądane. Korfanty nie był „wygodny”, nie był „poprawny” w tym najbardziej konformistycznym rozumieniu tego słowa. I nie jest ‚materiałem’ na taki symbol…

Nie podzielał poglądów politycznych i odrzucał system sprawowania władzy reprezentowany przez obóz Piłsudskiego i jego wyznawców, tak dzisiaj mitologizowany w Polsce. Paradoksalnie, to ci ostatni chcą postać Korfantego „udomowić” i „upupić”, używając metaforyki Gombrowicza.  Chcą pokazać zbanalizowaną i popkulturową (jednowymiarową) formę miłości do ojczyzny, odrzucając to, jak obowiązki wobec ojczyzny postrzegał Korfanty. Interpretując i pokazując go światu, okrojonego o postulat ochrony autonomii (w którą wierzył), doktrynę chrześcijańską (którą praktykował)  i unikając prezentacji wyborów, których skutkiem były zaciekłe prześladowania polityczne, których doświadczył.

Korfanty przerastał polityków II RP.

Nie jest w istocie także postacią przystającą do współczesnego świata (ilu z naszych polityków mówi czterema językami obcymi??? To coś, co tak by się przydało na przykład posłowi Protasiewiczowi na lotnisku we Frankfurcie nad Menem…). Ani do lipnego standardu polityka A.D. 2014, rodem „z taśm i libacji” na koszt podatnika za jedyne 1 800 zł…

Rocznica śmierci Korfantego to dobra okazja do refleksji na temat tego, czym może być polityka, a czym dzisiaj, niestety, nie jest.

 

5 komentarzy do “Cicha rocznica

  1. Nawet M. Smolorz pisał ze Korfanty nie był święty. W 1922r. Korfanty startował z tej samej listy wyborczej co Dmowski i reszta endecji. W 1923r był wicepremierem w prawicowym rządzie, do 1930r. był posłem na sejm RP. Istnieją zdjęcia z 1939r, na których widać ludzi na ulicy w Warszawie oddcześć trumnie z ciałem Korfantego,wśród ludzi kilku członków ONR podnoszących ręce w znanym geście. Korfantemu zawsze byłobliżej do umiarkowanej endecji niż do jakiejkolwiek lewicy z sanacją na czele. W latach 30 Korfanty nie był polskim nacjonalistą, ale ndecja uważała go za swojego i solidaryzowała się z nim.

    1. Tekst nie jest apologią na rzecz Korfantego. Raczej przypomnieniem, że o nim zapomniano, co dziwi, gdy wziąć pod uwagę, jak chętnie jest wynoszony na sztandary to jednej, to innej partii, czy figury politycznej. Każda ze stron tez dziwnie milczy nad niewygodnymi dla siebie aspektami jego działalności, doktryny politycznej, jakim był m.in. postulat autonomii dla G. Śląska. Dziękuję za głos; w ten sposób rocznica śmierci Korfantego (też jak wiemy owiana aurą niejasną i nieco ponurą) doczekała się zamiast jednego, to dwóch odmiennych punktów widzenia, to chyba dobrze (dla dyskusji)?

      1. Zawsze interesowałem się życiem i tajemnicą śmierci Wojciecha Korfantego, postaci bardzo zasłużonej w historii Górnego Śląska!
        Sądzę, że śledztwo IPN mogłoby tu wiele wyjaśnić!?
        Dziękuję za Pana b.interesujący esej o naszym bohaterze.
        Serdecznie pozdrawia
        Piotr Sycha
        Katowice-Koszutka
        znajomy z f.b.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *