Muzyczne trzy po trzy (moje). Literska i Vorbrodt

To z jednej strony taka zaległość, z drugiej  powracajacy zachwyt nad odkrywaniem istnienia muzyki i muzyków, bez których mój świat odczuwania, wzruszeń byłby zdecydowanie uboższy.

Literska

Gdy pierwszy raz usłyszałem Multikino Technokolor w wykonaniu Joli Literskiej (płyta Małe rzeczy, wspólnie z Rafałem Rękosiewiczem) wiedziałem, że będę ją (płytę) chłonął i chłonął. Nie wiem dlaczego (a może wiem?) nagranie to przypominało mi moją wyprawę do Krainy wielkiego nieba (Big sky country), jak nazywają Montanę… Dziwne? Wiem, że dziwne, ale takie skojarzenie było tym pierwszym, które mnie dopadło. Oglądany tam doroczny indiański Pow-wow odgrywany w rezerwacie Czarnych Stóp, mimo że w nie do końca  zrozumiały sposób, to jednak idealnie pasował do tego co czułem zasłuchany w Multikino… I tym wspomnieniem wciąż otulam tę piosenkę i po części całą płytę…

Vorbrodt

Wczoraj natomiast wpadłem (z niemal trzyletnim opóźnieniem?!) na muzykę, słowa i emocje Joanny Vorbrodt… Jej kreacja w Chorzowskim Centrum Kultury, przy okazji XIII edycji Portu Poetyckiego (tego ostatniego już tak komplementować nie będę, bo sądzę że tym razem było na nim łatwiej o dobrą muzykę niż o wybitną poezję) sprawiła, że  dołączyłem do rosnącego grona wyznawców  alternatywnego, ekspresyjnego i bardzo indywidualnego stylu jej brzmienia.

Wiem, że na Śląsku Vorbrodt jest szczególnie lubiana za piosenkę „Idą górniki drogą”, ale ja chyba wolę jej warszawsko-prasko-bałkańskie brzmienie i teksty, które (jak niegdyś w innej konwencji i tradycji muzycznej utwory Grzesiuka, czy Stanisława Staszewskiego) wpadają w otchłań czarnych dziur stołecznej Pragi, miejsc (nie)nazwanych lub po prostu w otchłań niesklasyfikowaną, jak gdzieś, ktoś trafnie napisał w cyberprzestrzeni (klimaty tego rodzaju uwodzą mnie w utworze Zagraj osła).

A obok tego swobodnie płynące nuty, słowa i dźwięki własne – wymyślone (w takich razach mam nieodparte skojarzenia z aranżacjami Laurie Anderson), które tworzą całość mocno niezwyczajną i pozwalają się rozpływać, zatapiać w słuchaniu i… odczuwaniu.

Zwiewność, subtelność. Dotyk poranka i chłód nocy, mgieł sunących brzegami Wisły i po zakamarkach duszy, zakochanej kobiety? Rodzaj zatrzymania, na które w życiu nie możemy zbyt często sobie pozwolić… Cieszę się, że teksty są równie dobre jak muzyka, a autentyzm tchnący ze sceny nie pozostawia obojętnym. To coś. Autentyzm i niepowtarzalność.

Czekam na kolejne koncerty i płyty…(obu pań).

 ***

Kilka zdjęć z wczorajszego koncertu Joanny Vorbrodt w ramach XIII edycji Portu Poetyckiego [Chorzów, 20 czerwca 2015 r.]

Kolor

Koncert (Joanna Vorbrodt, Chorzów, 20.06. 2015)

Koncert (2) Joanna Vorbrodt

Śpiew (Joanna Vorbrodt, Chorzów, 20.06. 2015)

Black&White

Koncert (Joanna Vorbrodt, Port poetycji, XIII edycja, Chorzów)

Koncert (Joanna Vorbrodt)

"Czy jest tam ktoś..." Joanna Vorbrodt (Chorzów, 20.06. 2015)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *