(No) Better Place. Izrael (6)

(No) Better Place

Parking koło jednego z hoteli. Niemal pusty. Jeden, dwa samochody. I ten napis Better place, który dla niewtajemniczonych jest przywołaniem historii  izraelskiego start-upa, który miał zelektryfikować motoryzację tego kraju. Dobry początek do pytania o to, gdzie i czy jest better place do życia, niż to w Izraelu…

Better place (parking w Tel Awiwie, 2017 r.)

Pisanie o Izraelu jest trudne dla kogoś, kto przybywa  tam nie po raz pierwszy, ale nadal na zbyt krótki okres czasu, by wyrobić sobie własne zdanie. Wejść w to, co wokół, zapomnieć o tym, co wie i po prostu obserwować i słuchać. W jakimś sensie wydrzeć ze swojej pamięci to, co jest historią Izraela i wiedzą o historii Żydów europejskich. Wydaje mi się, że ta perspektywa pamiętania nie pomaga. Komplikuje powstanie kilkudziesięciu  zdań eseju o miejscu i ludziach. Pamięć (nabyta) utrudnia tutaj znajdowanie równowagi między współodczuwaniem, współczuciem (trudno jest uciec od pamięci o Holokauście), a tym, jaki jest współczesny Izrael.

Tę trudność relacji i pamiętania odnajduję już na telawiwskiej ulicy Króla Jerzego, gdy z radością zaglądam do księgarni, na wystawie której widać mapy Palestyny z początku 20. wieku i te starsze 18. i 19. wieczne. Dostrzegam też jakieś książki po niemiecku. Na szyldzie widnieje, znane mi z książki telefonicznej Amsterdamu,  nazwisko Pollack, dające nadzieję na spotkanie z kimś z Europy Środkowo-Wschodniej. Pollack jest dzisiaj kobietą w mocno zaawansowanym średnim wieku i pytana o mapy Śląska w jednym zdaniu informuje mnie, że nie ma takich obecnie i prowadzi księgarnię po ojcu, który wyemigrował z Olkusza. Tyle. Więcej. To wyczerpuje potencjał rozmowy. W jakimś sensie wiemy o tym natychmiast. Nie ma o czym. Przeszłość z kimś z stamtąd, czy ze Śląska (w miejsce Śląsk, pada bliższe jej Schlesien) nie jest tematem.

Nie trzeba zresztą wyjeżdżać do Izraela, by przekonać się, ze kolejne alije (fale migracji do Izraela)  zmiotły z powierzchni pamięć o migrantach z Polski, Niemiec, z Europy. A nie mówimy o małej imigracji. Tylko między rokiem 1945, a 1951 przybyło do Palestyny i Izraela 750 000 Żydów, głównie z terenów Niemiec, Polski, sowieckiej Rosji i innych zrujnowanych państw Europy.  Teraz jest alija z Rosji i ta bierze wszystko.

Tak zresztą było od początku istnienia państwa Izrael. Przeszłość jest przechowywana jedynie we wspomnieniach tych, którzy w swoich metrykach mają miejsce urodzenia poza Izraelem. Potem niemal natychmiast jest gubiona i wymazywana. Przekonać się o tym można czytając wspomnienia Aharona Appelfelda, wybitnego prozaika urodzonego w Czerniowcach (niestety niedocenianego w Polsce i mało tłumaczonego), czy oglądając w Yad Vashem finał wystawy stałej. Jej kulminacją jest historia aliji po 1945 roku i losy sierot i półsierot ratowanych przez Agencję Żydowską na gruzach powojennej Europy i przybywających do tworzącego się Izraela.

Wymazywanie ich starej tożsamości, zastępowanie nową izraelską. Zmiana nazwisk, imion i tego wszystkiego, co pozwalałoby zachować tamto dotknięte Holokaustem „ja”. Appelfeld, kiedyś Ervin, opowiada w książce Ari Shavita (My Promised Land, 2015) jak sam z sobą toczył walkę o zachowanie pamięci imion członków rodziny, miejsc urodzin i życia przed Holokaustem i z tamtego świata. Ten proces homogenizowania i upaństwowienia biografii Żydów europejskich, pozbawiał ich tej części dziedzictwa, na które nie było już miejsca w nowym życiu.  Ale może tak właśnie i tylko tak można budować better place?

Odchodzenie od swoich europejskich korzeni, od pamięci w ogóle, widać nawet w tak mało spektakularnej formie, jak na licytacjach portalu e-Bay. Co jakiś czas pojawiają się tam zdjęcia i inne pamiątki z pionierskich lat budowy moszaw i kibuców. Nikomu niepotrzebne, osierocone przez dziadków i pradziadków, tych których wnukowie i dzieci je dzisiaj wyprzedają. Ale jak każdy obraz i ten ma swoje cienie i półtony jasne. Gospodarze, u których jestem i rozmawiamy o tym, co było i jaki jest Izrael dzisiaj, mają kilka mebli, na których można odnaleźć poruszające (moją) wyobraźnię i serce plakietki warsztatów meblarskich Berlina, Breslau czy Beuthen. Uczę się, że prywatność po izraelsku oznacza noszenie jej głęboko i poza wzrokiem najbliższych, długie skrywanie jej przed sobą samym?

Pamięć. Tabliczka na jednym z mebli, którą znalazłem na drzwiach witryny w domu potomków żydowskich emigrantów z Niemiec

Wiedząc to, patrzę na młodych ludzi i nie mogę uciec od wrażenia, że to budowanie jednej tożsamości jest podwójnie niebezpieczne. Zubaża (to jasne)  i jest jakimś masowym wypieraniem. Pamięci, wspomnień, emocji. Oczywiście wiem, że czasami była to jedyna droga, by jakoś funkcjonować, nie nosić w sobie goryczy i nienawiści. Do oprawców, do okazanej obojętności.

Wiem  (jest nim zapewne wiedza o kosztach modernizacji w Japonii w 19. I 20. wieku), że ten proces ma i tutaj swoją cenę. Wycofania się z życia społecznego, publicznego zwłaszcza młodych ludzi, którzy nie odnajdują się w tym procesie formatowania do jednego wzorca. Spotykam takich. Są nieszczęśliwi i rozpięci między krajami ich narodzin a tym, co oferuje im nowa tożsamość Izraelczyka. Traumy te pojawiają się wraz z kolejnymi falami imigracji.

Kierowca taksówki Nissim, gdy odwozi mnie na lotnisko Ben Guriona, mówi o tym, jak bardzo Żydzi i Polacy są do siebie podobni. Jak różnią się od Amerykanów, Europejczyków w ich skostniałym  podejściu do prawa, do zasad. Nieuwzględnianiem tego, że życie wymaga czegoś, co jest bardziej postawą niż doktryną.

Po drodze mijają nas kolejne elektryczne… rowery. No better place to live – pomyślałem. Cóż z tego, że nie samochód a tylko rower. Jeździ? Jeździ. Daje nadzieję na lepsze jutro ? Daje, choć mniejszą. Chwila zatrzymania na posterunku, przed wjazdem na teren lotniska. Żołnierz omiata wzrokiem naszą taksówkę. Wymienia kilka zdań z kierowcą i jedziemy dalej. Co powiedział? – pytam. Chciał wiedzieć  kogo wiozę. Powiedziałem, że jest pan ok. Jestem ok – dotarło do mnie. Czy może być better place, by usłyszeć to od taksówkarza?

Better Place (szyld informacyjny, na parkingu obsługiwanym przez Better Place, Tel Awiw, 2017 r.)

2 komentarzy do “(No) Better Place. Izrael (6)

  1. Rewelacyjny wpis. Daje chwilę do myślenia, refleksji. Trochę dołujący, ale sentymentalizm taką ma cechę…

    Współczesny Izrael w pigułce: tożsamość, pamięć, bezpieczeństwo (taksówkarz!).

    1. Bardzo dziękuję za „rewelacyjny”. Izrael ma w sobie coś z emocji kresowego sztetla, stąd może ów sentymentalizm też:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *