Powtórka… czyli muzea są po to, by nic nie mówić

No i jest już Nowy Rok… w swojej kolejnej trzeciodniowej odsłonie.

Nie wszystko jest takie jednak nowe, a może po prostu widać, że symboliczna data 1 stycznia nie oznacza przekroczenia rubikonu zmian. To potwierdzenie tego, że nie sprawdza się założenie, że to co było nie ma znaczenia na to, co dzieje się współcześnie… Przynajmniej w polskim muzealnictwie.

Rozmowa z Heleną Datner, zaangażowaną  w tworzenie wystawy stałej  w Muzeum Żydów Polskich w Warszawie, powinna być trzeźwiąca dla tych wszystkich, którzy bardzo podobną sytuację zlekceważyli w przypadku Muzeum Śląskiego i wykazywali rodzaj niewiary, że tego rodzaju naciski istnieją, a politycy i dyspozycyjni eksperci (często pozostający poza kontekstem historii Śląska) kierują się dobrymi intencjami („prawda historyczna”, „polska racja stanu” itd.)

W ogóle wywiad ten w innym świetle stawia „sukces” wystawy warszawskiego muzeum. Projekt w stosunku do  którego (piszę wyłącznie o jego stronie wystawienniczej) wyraziłem swoje zastrzeżenia i obawy już w lipcu 2014 roku… jako realizacyjnie i koncepcyjnie spóźnionej, pomijającej niektóre z obszarów historii Żydów w Polsce i na terenach współcześnie doń należących.

Czytam z lekkim przerażeniem, zdziwieniem i poczuciem deja vu słowa Heleny Datner, gdy mówi… „(…) zakomunikowano nam wprost, że nasza część wystawy „nie spełnia oczekiwań prezydenta i ministra kultury(…)”. W ten bezpośredni sposób opisuje kulisy budowania scenariusza tej właśnie wystawy…

Interesujące – i potwierdzają to doświadczenia kuratorki Datner – skąd w naszym społeczeństwie tylu „ekspertów” od pamięci narodowej? „Specjalistów”, wykorzystujących nie swoje pieniądze (bo publiczne), do realizacji własnych, partyjnych wizji i interpretacji historycznych, w których zatrzymali się na poziomie ucznia szkoły ośmioklasowej… Kreujących, a nie rekonstruujących obraz przeszłości. Podporządkowujących go wytycznym i celom propagandy politycznej.

A może to nowa cenzura? Wdrażanie w praktyce zasady, że – jak zauważa Helena Datner – muzea są po to, by nic nie mówiły?

No, ale przecież to oto chyba chodzi tak naprawdę, by te pozostawały nieme, a wynajmowani suflerzy zapodawali aktualne (politycznie) teksty do wierzenia lekko ogłupiałej (takimi metodami) publiczności. Ogłupiałej? Nie sądzę. Ta wie swoje, jak widać.

 

 bez tytułu

Link to artykułu:

http://www.jewish.org.pl/index.php/pl/opinie-komentarze-mainmenu-62/6803-helena-datner-o-mhp.html

3 komentarzy do “Powtórka… czyli muzea są po to, by nic nie mówić

  1. Tak, tak znawców przeszłości, którzy wiedzą lepiej jak było, jest jak ze stańczykowymi lekarzami 🙂 🙁

  2. Panie Leszku, w obu przypadkach (MHŻP i MŚ) zadziałał dokładnie ten sam mechanizm. W tej sytuacji mam proste pytanie do najważniejszych osób w państwie: Proszę mi wytłumaczyć co to jest (w tych konkretnych przypadkach) „polska racja stanu” i na czym ona polega? Bo jakoś nie kumam. Coraz bardziej zaczyna to przypominać filozofię Kalego. Mam nadzieję (ciągle), że nasi decydenci kiedyś wreszcie zmądrzeją i wystawy w muzeach będą pokazywały historię a nie politykę historyczną.

    1. Decydenci zmądrzeją? Wybierzmy nowych, będzie okazja w 2015 roku! Liczenie na refleksję tych co są, to naiwność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *