Przy (granicy). Sudice

Mijając takie miejsca nie chcemy wiedzieć jak minął tu dzień, bo „wiemy”, że dzisiaj, nie różniło się niczym od wczoraj.  Raczej współczujemy takim Sudicom miejsca na końcu świata, niż im  zazdrościmy czegoś, co jest zażywaniem błogiego, niezmąconego  spokoju… Przynajmniej tak można pomyśleć wjeżdżając do Sudic po raz pierwszy i jadąc przepisowe 50 km na godzinę (to ostatnie gorąco doradzam). Ma się zresztą wrażenie, że nawet taka prędkość to rodzaj ekstrawagancji i kłóci się z owym zatrzymaniem czasu, który oblepia nas i nasz samochód…

Nie wiem zresztą, czy patrząc historycznie jest w ogóle czego zazdrościć i czy to prawda z tym spokojem. To miasteczko jest jak każde  na Śląsku. Przesuwane jak szafa lub rozjeżdżane przez kolejne zmiany  dziejące się gdzieś tam, daleko przy zielonym suknie.

Od 1920 roku Sudice (Zauditz), po dwóch wiekach przynależności do państwa pruskiego, a potem Cesarstwa Niemieckiego, stały się częścią nowego państwa, jakim była Czechosłowacja. Raczej niemieckie niż jakiekolwiek inne, (wcześniej były częścią powiatu raciborskiego), Sudice po raz kolejny straciły swój punkt oparcia w przestrzeni państw i systemów w 1938 roku w wyniku układu w Monachium. Potem zaś był rok 1939 i kolejne zmiany administracyjne (powrót do powiatu raciborskiego).

Wreszcie rok 1945. Dla wielu moment ten był wyzwoleniem od nazizmu, dla większości oznaczał zniewolenie i zagubienie  narodowe, przyniósł falę gwałtów doświadczoną od ‚wyzwolicieli’.  W tym kontekście ciekawym świadectwem z przeszłości są potwierdzone są dwie relacje kobiet, które zgłosiły się do szpitala z zamiarem aborcji po dokonaniu na nich gwałtu przez Rosjan właśnie. Gdy jednej z nich odmówiono, nie wierząc, że sojusznicy mogli się zdobyć na taką podłość, po porodzie sama zabiła jedno ze swoich dzieci, kolejnego już nie zdążyła. Nikt nie miał siły i odwagi, by ją skazać…

Problem Niemców w Sudicach szybko rozwiązano, wywożąc ich czterema składami pociągów. Łącznie 200 osób (inne dane mówią o 229) osób w 1945 i 1946 roku. Nie ma miejsca innego niż cmentarz, które przechowałoby pamięć o tym, że żyli, tutaj.

Wojna sprawiła, że miasteczko zmieniło radykalnie swój wygląd. Niemieckie, choć nie-niemieckie, zostało ciężko ostrzelane przez Wehrmacht z pobliskiego wzgórza i znajdującego się tam Rohova. W efekcie, po wkroczeniu wojsk armii sowieckiej z istniejących tam kiedyś 153 domów, zostało tak naprawdę 56 (z czego tylko 6 nietkniętych). Poważnie uszkodzono dominujący nad Sudicami i stanowiący malowniczy akcent pejzażowy kościół św. Jana Chrzciciela z 1906 roku, wzniesiony, jak chce romantyczna legenda (i pewien poziom ignorancji przez powtarzających tę opowieść) jako kopia katedry w Kolonii (sic!).

Mniejsza o to. Nawet jeśli nie jak koloński, to kościół projektu Josepha Seyfrieda (1865-1923) to coś  istotnie najcenniejszego i chyba najpiękniejszego, co wywozimy z Sudic. To wspomnienie i obraz tego miejsca, szczególnie, gdy z oddali nic poza nim i grupą przygarbionych domów, nie widać z sąsiedniego Rohova. Zresztą Joseph Seyfried, architekt kościoła, to dobry kompan do dalszej podróży, bo jego prace (dom parafialny w Kravare, zgotycyzowany tamtejszy kościół parafialny), to znaki w przestrzeni czeskiego Śląska, które dają nam poczucie obłaskawiania miejsca i gwarancję, że jego samego i jego świątynie na owym pograniczu jeszcze spotkamy.

Swoją drogą ten kościół i jego bryła przypomina mi wszystko, co wywołuje w mojej pamięci kategoria  neogotyku w Galicji. Zwłaszcza takie realizacje, jak kościół w małopolskim Grybowie (kościół parafialny pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej, projektu Piusa Dziekońskiego). Swoją skalą, kubaturą zdominował tam całkowicie przestrzeń całego miasteczka i w jakimś sensie, jak ten w Sudicach, przesądził o charakterze miejsca na kolejne dekady… Widząc jeden, oglądam ten drugi…

Otoczenie świątyni, plac wokół dawnego budynku plebanii, wybrukowane jest cegłami noszącymi inicjały EvR, których niejasna historia zapewne sprawi, że jeszcze w tym miejscu się zatrzymam, by dowiedzieć się czegoś więcej. Dzisiaj i tak już jest lepiej, bo najprawdopodobniej cegły pochodzą z parowej cegielni E. Rudzinsky’ego z niedalekiego Baborowa (niem. Bauerwitz, czes. Bavorov). Stan w jakim „przetrwały” po dziś dzień potwierdza (wówczas już znaną) ich doskonałą jakość…

W  Sudicach można się poczuć światowo, bo jak w „Ostatnim seansie filmowym” (1971) życie zamiera w miasteczku bardzo szybko, kina już dawno nie ma, miejscowy bar i restauracja (takie dwa w jednym), w sumie też jakby jest, ale jej nie ma, bo czynna jest tylko w weekendy (to informacja dla tych, którzy w przypadku desperackiego głodu, chcieliby coś w tym miejscu zjeść). Alternatywą jest powrót do Raciborza (niecałe 6 km …) a jeśli kontynuować podróż na południe, a więc ku źródłom cywilizacji łacińskiej…to do najbliższej (śląskiej i czeskiej) metropolii jest ponad 15 km (Opava).

Cmentarz wokół kościoła św. Jana Chrzciciela, to szybki kurs historii Sudic i za to własnie tak lubię podobne miejsca. Nekropolia otacza budynek kościoła, jest jego pamięcią podręczną i niemym głosem z przeszłości.

Podobnie jak w Polsce, tak i tutaj niszczono nagrobki niemieckojęzyczne, ale nie udało się wymazać wszystkich słów wyrytych w kamieniu. Czeskie- i niemieckojęzyczne inskrypcje egzystują tutaj bezkonfliktowo. Te ostatnie jednak często już pozbawione opieki.

Gdy opuszczając Sudice zdecydujemy się jednak na północny kierunek podróży (albo właśnie stamtąd dotarliśmy tutaj), miniemy drugi z kościołów (kiedyś ewangelicki, dzisiaj prawosławny) i unieruchomiony czołg, przypomnienie fragmentu operacji morawsko-ostrawskiej z marca 1945 roku.

W 1946 roku ekshumowano poległych tu Rosjan. Wcześniej wywieziono na Wschód służących w Wehrmachcie miejscowych mężczyzn. Odsłonięto pomnik z czołgiem – symbol jednej z najważniejszych operacji wojennych 1945 roku. Dzisiaj w zastępstwie wszystkiego czego nie ma w Sudicach, to miejsce spotkań, randek i imprez pod gołym niebem lub pod… czołgiem (nie zmyślam, widziałem). Bawią się też naturalnie dzieci – nie sądzę, że w czterech pancernych i psa, ale kto wie?

Ludność po wojnie sukcesywnie dowożono do osady z innych części republiki.  Ślady wojny usuwano w Sudicach jeszcze w latach 60-tych 20. wieku. Nie brak tu, jak w wielu miejscowościach czeskiego Śląska Romów, co jest smutnym potwierdzeniem tego, że życie tutaj nie jest postrzegane prze samych Czechów jako atrakcyjne…

No, ale po co ja to wszystko piszę? Czy naprawdę ktoś się z Was tam zatrzyma wprawiając w niepokój  mieszkańców, pytających siebie „po co i dlaczego” to robicie?

Sudice. Taki obec (czes. ”osada, miejscowość”), takie miejsce… Dodajemy gazu… Kościół powoli ginie we tylnym lusterku… Jak to coś się nazywało?

 To, co za murem (Sudice, 2015)

Trzy krzyże (Sudice, 2015)

Znaki (Sudice, 2015)

Kaplica cmentarna (Sudice, 2015)

Cmentarz (Sudice, 2015)

Cienie (schody kościoła św. Jana Chrzciciela, Sudice 2015)

Kościół (Sudice, 2015)

Rozstaje dróg. Sudice

Pamięć. W oddali Sudice

Dwa kościoły, Sudice (widziane od strony Pietraszyna, 2015)

2 komentarzy do “Przy (granicy). Sudice

    1. I to pewnie normalne. Mijałem ją przez 1,5 roku dość często. Pewnie nie tylko ja tak ją widziałem, co nie zmienia subiektywnego charakteru takiego opisu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *