Czarno na białym

Przeczytałem sobie dwa teksty odnoszące się do Muzeum Śląskiego, jakie niedawno ukazały się w prasie.

Ten pierwszy, autorstwa Henryka Wańka „Kopalnia cudów” (SZUM, nr 11 zima 2015-wiosna2016) jest celną i bardzo wyważoną oceną wystaw stałych w nowym Muzeum Śląskim i – co dla mnie istotne – dokonuje bardzo wnikliwej analizy tego, co zostało z wystawy stałej historii Górnego Śląska,  „(…) zepchniętej do „kąta”, jakby zabrakło woli pożegnania się z komfortową fikcją „historyczną”(…)”.

Konkluzja tekstu również jest swoistym podsumowaniem kondycji, w której muzeum się znalazło. Trudno nie zgodzić się z Autorem, że „(…)najlepiej, gdy ministerstwo dba, by muzeum prowadziło się samo. I trzymało się na dystans od kaprysów politycznej pogody (…)”. Słowa te można dedykować tym wszystkim, którzy przez ostatnie lata przyjęli polityczną cenzurę nad/w muzeum. Wielu zresztą z tych postaci nie ma już na politycznym firmamencie, inne podnoszą larum dzisiaj, że dopadła ich polityka, a oni przecież „zawsze” i „nigdy” z polityką nic itd.

Tekst  w SZUMIE pośrednio odnosi się do opinii Alicji Knast, dyrektorki muzeum od lipca 2014 roku, jakoby wystawa miała być zgodna z moim scenariuszem… Henryk Waniek się dziwi i słusznie zauważa, iż wystawie historycznej: brakuje autora, przemyślanej tezy i krytycznej artykulacji. Nie sposób się z tym zgodzić i spytać gdzie jest autor tej wystawy?

Czy jest nim niżej podpisany? W atmosferze politycznego linczu i nagonki wyrzucony z Muzeum Śląskiego przez Sekułę Mirosława i kto tam jeszcze koło niego stał? Czy może jednak byłoby absurdem realizować w 2015 roku wytyczne scenariusza, tak wówczas chętnie krytykowanego przez środowiska mieniące się patriotycznymi, europejskimi i jakimi jeszcze tam chcą?

To rodzaj kpiny i kłamstwa twierdzić, że jestem autorem scenariusza zrealizowanej wystawy. Jest inaczej? Try me, jak mawiają w Albionie. Bardzo chętnie udowodnię, że nie.

Wystawę otworzyła i zrealizowała Alicja Knast. Jeśli nie jest autorem (to kto jest!?), to faktycznie jest to wystawa bez autora, bez przemyślanej tezy i artykulacji, jak pisze Henryk Waniek. Dlaczego?  Bo to wystawa porzucona, na której, jak pisał kiedyś Kazimierz Kutz i o niej i o Śląskiej historii, dokonano po 2013 roku skrobanki. Mocne, ale prawdziwe. Czy coś zostało z wytycznych do pierwotnie zaplanowanej wystawy? Co? Swoją opinię już dawno temu wyraziłem w tej sprawie na łamach prasy, w opracowaniach konferencyjnych i na tym blogu. Wystarczy.

Tuż przed jej otwarciem wystawy (i muzeum) w czerwcu 2015 otrzymałem z muzeum „poruszający” mail z pytaniem, czy jestem zainteresowany (był to pierwszy kontakt w sprawie wystawy stałej ze strony Muzeum Śląskiego od marca 2013 roku), umieszczeniem mojego nazwiska, jako autora wytycznych do otwieranej wystawy…

Taki mail… Pisany po dwóch latach wyczesywania wystawy z treści dotąd pomijanych i autorskich, pogwałcenia zaleceń sądu konkursowego, wożenia się z kolejnymi dyrektorami muzeum, uzgodnień z MKiDN i Pałacem Prezydenckim. Ktoś pisze w nim do mnie, czy się pod czymś (kompletnie nieznanym, nie zaprezentowanym mi wczesniej) podpiszę… Słodkie i… jakie pokrętne w swojej logice. To jasne, że odmówiłem. Udziału w otwarciu też. Tych nieobecnych było bardzo wielu i było to znaczące.

Więc (moja polonistka roniłaby łzy za rozpoczynanie zdania od więc) nie jestem autorem scenariusza tej wystawy, bo za wystawę wyleciałem z muzeum, inny autor ją otworzył, wziął kasę i odpowiedzialność..

Łatwe do udowodnienia, łatwe do sprawdzenia, po prostu to widać. Lista jest dostępna w muzeum, na końcu tego labiryntu pod nazwą  „Światło historii”. Nie jest moja, bo nikt, nawet słynna redaktor Semik, nie walczyła z obecną wystawą, gdzie nie widać autora, gdzie nie ma przemyślanej tezy i artykulacji, że jeszcze raz powtórzę za cytowanym tu już  Henrykiem Wańkiem. Słusznie zresztą, znowu on, nie ja, zauważa, że „(…) ekspozycja próbuje być kopalnią pamięci. Trudno jednak stwierdzić, czego się w tej kopalni dokopuje(…)”. Może to taki muzealny empty box z pozorami bogactwa?

Sprawa wystawy jest już daleko za mną, ale jakoś nie widzę powodu, by nie reagować no to, aby osoby które w tej sprawie coś mówią (a nawet robiły) nie trzymały się faktów.

***

Drugim tekstem, o którym dwa słowa, jest artykuł „Głos twórców z głębokości” w ramach dodatku Rzeczpospolitej, Życie regionów (17 lutego 2016 r.).

Miło jest poczytać tekst, w którym historia Muzeum Śląskiego prosta jest jak drut produkowany w przed wojną w Gleiwitz. Choć to historia z białymi plamami. Czy to mnie boli? Nie. Zastanawiające jest jedynie to, że nie ma słowa o tym, kto zbudował obecne Muzeum Śląskie. Niewygodne? Oj, wiem. Ale ten rodzaj przerwy w narracji (jak mówią muzealnicy i politycy w jednym), gdy najpierw jest restytucja Muzeum Śląskiego w 1983/4, a potem „out of blue” pojawia się rok 2014 i jest już muzeum jest… śmieszna.

Podobnie jak cytowane w artykule „eksperckie” wypowiedzi o śląskiej sztuce sakralnej, w której widać wpływy czeskie i niemieckie (co sugeruje ich drugorzędne oddziaływanie). „Odkrywcze”, tym bardziej jeśli zważyć, w jakich organizmach państwowych Śląsk (także Górny) pozostawał przez stulecia i nierozumienie (nadal) czym jest wielokulturowość regionu i tego, że w pierwszej kolejności to te ośrodki (Praga, Wrocław, Wiedeń, Berlin, Monachium) oddziaływały i kształtowały śląską sztukę sakralną. No ale jaki ekspert, taka prawda… Kropka. Kurtyna w dół.

bez tytułu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *