Co zobaczy Chrystus, gdy przyjdzie na świat w roku 2017

Dotarły do mnie życzenia Rudolfa Riedla, artysty górnośląskiego, któremu i na tym blogu poświęciłem już zdań wiele.

To taka niepisana tradycja, za której podtrzymywanie jestem Mu wdzięczny. Powodów jest więcej niż kilka. Nie miał być to blog osobisty (wystarczy, że ten rodzaj eshibizjonizmu uprawiają politycy), więc pozostawmy powody tej radości i emocje, jakie życzenia te wywołują w cieniu myśli intymnych. Tych zapisywanych „do środka”.

Życzeniom tym towarzyszy zawsze coś na co (o tym też już tutaj wspominałem) ciesze sie jak dziecko, jak kolekcjoner obrazów, jak zbieracz chwil i gorliwy wyznawca śląskiej sztuki intuicyjnej. To bożonarodzeniowy drzeworyt. Opis świata jaki odchodzi, a może powinienem powiedzieć, świata jaki rodzący się Chrystus zastanie na ziemi 24 grudnia…

W tym roku drzeworyty i prace w technice mieszanej Rudolfa Riedla zachwycały (obok grafik Jana Nowaka i Mariana Jędrzejewskiego), na wystawie w Muzeum Górnośląskim („Czarno biały świat”). A do tego kilka słów rozmowy, radość ze spotkania. Doceniam. Bardzo.

Co jakiś czas bywam pytany o to, co takiego jest w tej sztuce artystów reprezentujących śląską sztukę intuicyjną (nieprofesjonalną), że tak mocno na nas oddziaływuje, wcina się w naszą pamięć, wrażliwość i pozostawia obrazy, które z sobą potem nosimy…

Niedawno, przy okazji prezentacji książki Beaty Cieślak, Idąc i głosząc. Misterium śląskiej sztuki nieprofesjonalnej  (Katowice 2017), odpowiadając na takie pytanie powiedziałem, że to sztuka na wskroś ludowa, jeśli przez lud rozumieć tych, którzy mieszkają na Śląsku i w niego wrośli. Sztuka powszechna, uniwersalna, niezmanierowana ucieczką od traktowania opisu kondycji człowieka, posługująca się obrazem ‚wprost’. Posiadająca pierwiastek wspólnotowości pokoleń, które odnajdują w niej światy własne.

Pewnie dlatego, dodałem pesymistycznie na owym spotkaniu, tej tradycyjnej, nieprofesjonalnej sztuce śląskiej wieszczę już rychły kres. Pokoleniowy, ontologiczny. Po niej przyjdzie inna. Nie wiem jaka. Wiem, że w swojej estetyce  będzie musiała pożegnać się ze światem Wróbla, Gawlika, Ociepki, czy Sówki. Riedla też. Jeśli coś ją ocali od zapomnienia to jej zmitologizowanie, umuzealnienie lub (co pewniejsze i bardziej pesymistyczne) komercjalizacja i kres tego, że jest nośnikiem treści, a nie wyłącznie śląskiej formy i obrazowania.

Dzisiaj cieszę się z tego, że wciąż ktoś ją tworzy. I jak u Rudolfa Riedla pozwala zobaczyć świat jako zbiorowe i współczujące doświadczenie tego, co się naprawdę istotnego dzieje, co nas powinno dotykać, wywoływać pytanie o to, co dla tego świata zrobiliśmy. By kolędując, odczuwać więcej radości i uczucia spełnienia, niż zawstydzenia i poczucia niemocy.

Grafika Rudolfa Riedla A.D. 2017. Bożonarodzeniowa.

Wykreślona pociągnięciami prostymi. Mocnymi. Wolna od nieznośnego patosu i powierzchowności tego co ważne, a co nie.

Zostawiam Was z nią sam na sam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *