Kalejdoskop

Gdy jestem na targu HaCarmel w Tel Awiwie, staje się oczywiste że to miejsce to feria barw, smaków i zapachów. Ludzkich typów, jak właściciel baru oferującego wszystko co chcesz, o ile jest to hummus. „Nie mówię  po hebrajsku” – zaczynam na wstępie. „Nie znam zbyt wielu ludzi mówiących tutaj po hebrajsku. Jest nas czworo. Najlepiej zresztą mówię ja i ona” – wskazuje na kobietę stojącą obok. Właściwie to stała tam przed chwilą. Teraz już uwija się między stołami i je szybko omiata. Zamawiam hummus dnia. Jest dobry. Pasuje do miejsca i okoliczności. Jest tu więcej niż tanio. Śmiesznie tanio jak na Tel Awiw. Często hipsterski i grający rolę wielkiej metropolii. Pępka świata – jak mówią, a przecież wiadomo, że ten (ów pępek) znajduje się w Jerozolimie w Bazylice Świętego Grobu.

W pobliżu targu, w sobotę, odbywa się targ sztuki. Takie naive art po telawiwsku, okraszone odrobiną typowego jarmarku z kuglarzami i komediantami oraz pamiątkarskiego misz-maszu.

Natrafiam na kalejkoskopy. Kalejdoskop Roya (znajdziecie je w internecie). Są wyjątkowe, wytwarzane od ponad 25 lat. Sprzedaje je syn człowieka, który je wytwarza w Tel Awiwie. Mosiężne obudowy, gładkie, dopracowane w każdym detalu.  Te droższe z  wprawionymi kulami szkła, zębatkami i pryzmatami. Jednemu się nie mogę oprzeć. Z portfela wypada sto szekli. Nie dlatego zresztą, że są przypomnieniem odpustów, na których ich papierowe wersje sprzedawano lata temu w Polsce (i nigdy mnie nie pociągały). Ocierają się o doskonałość wykonania i stąd moja reakcja. Chłopak kiepsko mówi po angielsku i nie dowiem się, czy fascynacja kalejdoskopami jego ojca wywodzi się gdzieś z targów i jarmarków Europy Centralnej. Patrzę przez szkło. Świat wiruję i obraca kolorami i ich złożeniami.

Dla mnie, to metafora Izraela i tego miejsca.

Barwnego, mieniącego się kolorami i opartego na kontrastach. Miejsca, w którym na północy (gdzieś w kibucu)  orzący w polu nagi mężczyzna (są lata trzydzieste i nie ma nic poza jedną zmianą ubrania, którego nie zniszczy pracując na roli) spotyka kobietę, która będzie jego żoną, choć żadne z nich nie zamieniło zbyt wielu słów, rozstali się na kilka dni i zaklinało się wcześniej, że nie będzie rolnikami. (I nie jest to miejscowa legenda tylko historia miłości od pierwszego wejrzenia i czterech synów zrodzonych z tego związku).

Kraju dzisiaj kobiet (a kiedyś małych dziewczynek) tęskniących za swoimi nianiami z Polski, gdy śpiewały im rzewne kołysanki…

Miejsca, gdzie do uroczystego Sederu zasiadają ludzie, których pozornie nic nie łączy, a jednak zbliża wiele…

 

Izrael, kwiecień 2019 r.

 

Yokneam

Kolory E. Izrael 2019 (Copyright LJ)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *