Spotkanie z Panem Kosmitzky

Był rok 2003, gdy po raz pierwszy przygotowywałem Gliwickie Dni Dziedzictwa Kulturowego (GDDK). W ramach uruchomionej przez nas akcji gromadzenia pamiątek z obiektów wyznaczonych do prezentacji w ramach GDDK, doszło do wyjątkowego spotkania w gabinecie fajkowym („brązowym”, „tytoniowym”, „koniakowym”; nie wiem czy sam Oscar Caro byłby zadowolony z tej wielości nazw jego gabinetu) w Willi Caro.

Tego sierpniowego dnia, owym niespodziewanym gościem muzeum był Josef Kosmitzky, ostatni, żyjący kelner z Domu Górnośląskiego (Haus Oberschlesien). Odnalazł się po lekturze artykułu w miejscowym dodatku do Gazety Wyborczej, w którym prezentowaliśmy szczątki zastawy pochodzącej z jednej z restauracji znajdującej się w dawnym Haus Oberschlesien.

Joseph Kosmitzky, bo tak nazywał się nasz bohater, miał w 1945 roku 16 lat i w istocie był praktykantem kelnerskim w podupadającym hotelu „Haus Oberschlesien”, niegdysiejszej dumie niemieckich Gleiwitz.

Gdy pojawił się w moim gabinecie, dzierżył w dłoni swoją książeczką pracy i był mocno wzruszony. Mówił z mocnym niemieckim akcentem. Wówczas opowiedział mi, nie o początku wojny, lecz o ostatnich jej dniach, gdy każdego styczniowego poranka 1945 roku, na piechotę przychodził do centrum miasta, do pracy, której po ludzku nie chciał stracić. W „Haus Oberschlesien” pracował od 1944 roku. Gdy 24 stycznia 1945 roku trafił ze swojej Wójtowej Wsi do śródmieścia, budynek już płonął…

W jego wspomnieniach, główną przyczyną pożaru hotelu nie było szaleńcze palenie dokumentacji miejscowej komórki NSDAP i jej materiałów propagandowych przez sowiecką soldateskę, lecz opilstwo żołnierzy Armii Czerwonej, którzy dostali się do nadal dobrze zaopatrzonych piwnic „Haus Oberschlesien”.

Pijani, Sowieci puścili z dymem wraży budynek w równie wrażych, niemieckich Gliwicach. W ten sposób Kosmitzky stracił miejsce pracy i przez kolejne lata ukrywał się, nie przyznając się do pracy w „Haus Oberschlesien”, kulinarnej i hotelowej legendzie Gleiwitz. Tak, na wszelki wypadek.

Przez kolejne lata pracy w Gliwicach natrafiałem na ślady po dawnym „Haus Oberschlesien”. Zdjęciami spalonego budynku dysponował Jerzy Lewczyński (jak się okazało pochodzącymi z dokumentacji, jaką przygotowano, opracowując dokumentację remontu i adaptacji budynku w 1946-1947 roku).

W miejscowych antykwariatach i sklepach z antykami znajdowałem, a to sztućce, a to talerze z zastawy hotelowej. Jedna trafiła w moje ręce w odległym Krakowie.

Wszystkie te znaleziska trochę przeczyły tezie o jednoznacznym i bezwzględnym rabunku żołnierzy radzieckich. Jak się okazało, część przetrwała powojenną zawieruchę i jak ów dziurawy półmisek prezentowany na wystawie podczas GDDK w Gliwicach w 2003 roku, przez kolejna lata, aż do jego zupełnego zużycia, służyła miejscowym smakoszom kuchni i solidnej, platerowanej zastawy…

Ruiny dawnego Haus Oberschlesien. Lata 40-te  XX wieku.

Dawny Haus Oberschlesien po odbudowie i adaptacji na początku lat 50-tych XX wieku. Gliwice (reprod. pocztówki S. Polony-Polonskiego)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *