Anioł z księżycem w ręku

Wczorajsza podróż była dla mnie niezwykła. Droga, prowadziła od Pałacu w Kuninie, przez wyludniony Nowy Jiczyn, by wreszcie, na chwilę, zatrzymać się na równie (jak w Nowym Jiczynie) opustoszałym rynku we Fulneku.

Niezwykłość tej podróży dotyczyła wyłącznie mnie. Miejsca, które wymieniam, niczym szczególnym się wczoraj nie wyróżniały, choć łączyła je właśnie owa czasami przygnębiająca, a czasami nostalgiczna pustka. Myśląc o tych smutnie wyludnionych ulicach Fulneka, Nowego Jiczyna, w jakimś sensie życzyłem tym miastom, by wróciło do nich życie. Jakieś. Kiedyś. Pamiętane przez niektóre z ulic, którymi szedłem.

Na miejscu odniosłem  wrażenie, że słupy morowe które wzniesiono na rynkach obu miast w XVIII wieku dotyczą w istocie kataklizmów zupełnie niedawnych i stąd tak przerażające, smutne i nieludzko puste przestrzenie wokół nas.

Pozostając pod wrażeniem tego co wokół, moja lekko filmowa wyobraźnia natychmiast się uruchamia. Pewnie dlatego, szczególnie Fulnek, jawi mi się jak klaustrofobiczne kulisy jedynego polskiego ‘westernu’ „Prawo i pięść” (1964 r.; z wyjątkową muzyką Krzysztofa Komedy) z nieobecnymi mieszkańcami.

Na ogromnym rynku we Fulneku (współcześnie plac Komeńskiego) mocniej zaciskam w dłoni aparat, gdy mija mnie wypity nędzarz czy trzech Romów, bez celu zmieniających co jakiś czas jedną ławkę na kolejną. Wiem, stereotypy i uprzedzenia, ale naprawdę wyglądają źle. Po chwili rozumiem, że to ja jestem dla nich większą atrakcją, niż oni dla mnie. Gram więc swoją rolę, gdy z zaciekawieniem wspinam się po schodach na wzgórze zajmowane przez Kościół Najświętszej Trójcy, dominujący (obok górującego nad miastem zamku), ponad rynkiem miasta. Kościół istotnie (odnoszę to „istotnie” do tego, co piszą o nim moi koledzy po fachu) jest wybitny i piękny w swoim barokowym kostiumie (pochodzi z 1749 roku, a zaprojektował go architekt arcybiskupa z Ołomuńca, Nikolaus Thallherr). Gdy patrzę na jego fasadę w promieniach zachodzącego słońca, wiem że mam szczęście, bo może właśnie dla tego widoku tutaj jestem?  Na zamek nie dotrę. Jest zbyt późno, a ja nadal nie mogę tyle i tak intensywnie chodzić, by w krótkim czasie, nim zapadnie zmrok powrócić z zamkowego wzgórza.

Fulnek wyznacza geograficzny koniec czeskiego Śląska. W znakomitej części należy do Moraw, jego jedynie północny fragment znajdujący się za miejscowym potokiem (Husi Potok) to ostatnie skrawki także mojego Śląska…

Tej pograniczności tu nie ma i sensu szukania jej także. Wygnano ją w 1945 roku w całości deportując miejscowych Niemców (podobnie jak z Nowego Jiczyna). I znowu nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to co widzę bardzo mocno przypomina mi obrazy skądinąd i podobną wyrwę, jaką po 1968 roku nosił w sobie krakowski Kazimierz, a którą widać było tam jeszcze w późnych latach 80.tych XX wieku. Tam była pustka po Żydach, tutaj po Niemcach.

Obecność przez nieistnienie. A w tym wszystkim miasto, które nie może sobie z tą nieobecnością mieszkańców poradzić. Pytanie o to „co zrobię dzisiaj”, które zazwyczaj beztrosko sobie stawiamy budząc się w sobotni poranek, tutaj może nie znajdować dobrej odpowiedzi… Przygnębiające.

Jeszcze na chwilę powracam wzrokiem na wzgórze i zaglądam do oczu figurom aniołów stojących u szczytu klasztornych schodów. I widzę jak w dłoni jednego z nich pojawia się księżyc… Widok zapada w pamięć i ten zabieram ze sobą. Jest inny od zionącego pustką rynku i mniej przygnębiający od obrazu męczeństwa św. Nepomucena rozgrywającego się na jednym z sąsiadujących z rzeźbą anioła cokołów…

Beskidy ( widziane u wrót miasta, Fulnek) Zamek (Fulnek) widziany z drogi do...

Kościół Najświętszej Trójcy (Fulnek, 2015)

Anioł (Fulnek; wzgórze kościelne)

Codzienne męczenstwo sv. Nepomuka (św. Nepomucena, Fulnek; kolumna figury na wzgórzu kościelnym)

Fulnek płonie... (skojarzenie z "Wyszków tonie" przypadkowe, if) Kontury z wieżą ratusza (Fulnek, 27.04)

Detal (drzwi do kościoła Najświętszej Trójcy, Fulnek, 2015)

Wzgórze zamkowe (Fulnek)

Gasnąc... (Fulnek, 27.04)

Schody i samochody (Fulnek, rynek miasta)

Anioł z Księżycem (real photo) Anioł z Księżycem (wersja 2)

4 komentarzy do “Anioł z księżycem w ręku

  1. W swoim artykule napisał Pan, że jedynym polskim „westernem” był film: Prawo i pięść. Pozwolę się nie zgodzić z Panem, a jak zaklasyfikować film pt: Wilcze Echa z roku 1968?
    Pozdrawiam.

    1. Fakt, nie znałem (wnosząc po tematyce i reżyserze, raczej nie obejrzę), ale ma Pan absolutną rację. Zatem nie jedyny… 🙂

Pozostaw odpowiedź Leszek Jodliński Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *