Za duży surdut pana młodego

Max Steckel raz po raz wkracza w moje życie. Właściwie nie on, a jego fotografie.

Natknięcie się na jego zdjęcie to rodzaj miłej niespodzianki. Przypomnienie, że w życiu przypadek ma swoje miejsce i czas.

Gliwicki Turner

Steckel trochę przez przypadek stał się też fotografem Gliwic. Gleiwitz raczej, bo tak myślał i mówił o kolejnym  z górnośląskich miast, w którym osiadł rozbudowując swoje studio przy Wilhelmstrasse 4. Pewnie w upały takie jak dzisiaj kończył dzień w pobliskiej piwiarni Conrada Kisslinga.

Fotografował Gliwice znajdując rodzaj ukojenia w obrazach lekko nostalgicznych. Bogato operował światłocieniem, sięgał po nokturny. Wyraźnie chciał  pokazywać współczesnym świat, który miał za chwilę odejść w niepamięć. Zawieszony już wówczas między tradycją, a nowoczesnością. Rutyną dnia i nieuchronną perspektywą jej odmiany.

Zdjęcie gliwickiego portu na kanale kłodnickim, przypomina mi w sferze nastroju i drzemiącej w nim emocji, płótna W. Turnera, gdy ten rejestrował ostatnie chwile  żaglowca Temeraire i odchodzenie w przeszłość pewnej epoki.

Snujące się nad wodą dymy z kominów statków, nieostra panorama miasta. Przeciwstawienie nabrzeża poprzecinanego liniami szyn kolejowych powierzchni wody i gładkich odbić na jej powierzchni. Wszystko to składa się na malarski, intymny wręcz obraz miasta i miejsca, o którym Steckel wiedział, że wkrótce przestanie istnieć…

Max Steckel, Gliwicki port (po 1936) / Max Steckel, Hafen am Klodnitzkanal (nach 1936)

Za duży surdut pana młodego

Kilka miesięcy temu wpadło w moje ręce zdjęcie z czasów, gdy swoje atelier fotograficzne Steckel miał w Katowicach i Lipinach.

Pozornie typowe. A jednak ciekawe.

Patrzę z zainteresowaniem na strój nowożeńców. Coś mi nie daje spokoju. Nie wiem czy suknia panny młodej była wypożyczana. Na niej leży jeszcze dość dobrze. To co zwraca uwagę to garnitur pana młodego. Jego surdut. Za duży. Za długi. Kolosalny. Beznadziejnie gubi się w nim jego szczupła i wysoka postać. Nogawki spodni też jakby szyte dla kogoś innego.

Steckel wobec tego faktu i w ogóle zachowania się pary młodej wydaje się jedynie niemym obserwatorem. Pozwala nam zobaczyć i zapisuje na kliszy dwoje nieco wystraszonych ludzi. Nie angażuje się. Utrwali tę niezręczność i ich brak wprawy w pozowaniu.

Symbolem tego zdjęcia pozostaną dla mnie twarze wpatrzone w obiektyw aparatu. To dzięki nim powracam do tego kadru. Reszta chyba nie ma znaczenia. Poza twarzami i lekko wycofanymi sylwetkami młodożeńców, wszystko inne jest jak to tło w zakładzie fotograficznym. Umowne. Powierzchowne w dosłownym znaczeniu tego słowa. Wzięte z innego świata.

Max Steckel, Para młoda (1)

Fotograf książęcy

Na kolejnym, pochodzącym z chorzowskiego atelier Steckla, spod współczesnego brudu i wyblakłej sepii wyłania się zupełnie inna para młodożeńców. Mocno odcinająca się od poprzedniej.

Są świadomi tego, że to zdarzenie w ich życiu, do którego –  dzięki właśnie fotografii – będą często powracać.

Patrzą więc śmiało w unieśmiertelniające oko aparatu, a stroje są ich. Panują nad sytuacją. Zapewne pochlebia im fakt, że zdjęcia wykonuje fotograf książęcy na dworze Hohenlohe-Oehringen, jak z dumą wypisuje na kartonikach Max Steckel, umieszczając na rewersach zdjęć długą listę honorowych odznaczeń i nagród, które u schyłku 19. wieku obfitym strumieniem spłynęły na Steckla. Książęcy splendor, którego stają się częścią? Magia fotografii…

Rozglądam się już za kolejnymi fotografiami Steckla. Gdzieś tam są i czekają…

[2 lipca 2016]

Max Steckel, Para młoda (2) / Brautpaar (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *